Sadowski: To załamanie na lokalnej giełdce
Spadki na warszawskiej giełdzie to nic zaskakującego. W momencie nie tyle kryzysu, co krachu w niektórych instytucjach finansowych w Ameryce, zaczyna się po prostu paniczna ucieczka z giełdy. Każdy próbuje się ratować po swojemu. Nie ogląda się na deklaracje o długotrwałym inwestowaniu, tylko sprzedaje wszystko najszybciej, jak może - mówi DZIENNIKOWI Andrzej Sadowski, ekonomista i wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha.
- Rząd nic nie robi na wypadek krachu
- Warszawska giełda lepsza niż Wall Street
- Czarny piątek warszawskiej giełdy
- Zuber: Jesteśmy w dość dobrej sytuacji
- Piasecki: Niejasny sygnał RPP
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -16°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
W takiej sytuacji w pierwszej kolejności ucieka się właśnie z takich rynków, jak polski: z rynków wschodzących. Swe aktywa próbuje się raczej skoncentrować i bronić na tradycyjnych rynkach: niektórych giełdach europejskich, amerykańskich czy japońskiej. Takie lokalne "giełdki", jak nasza odczuwają sytuację w postaci nagłego załamania wskaźników.
Trzeba podkreślić, że sytuacja na warszawskiej giełdzie nie ma żadnego uzasadnienia merytorycznego. Spółki jak działały, tak działają. Jak miały dobre wyniki, tak mają. Absolutnie nie jest tak, że polska gospodarka jest w gorszej kondycji.
Ta sytuacja jest wyłącznie wynikiem chwiejności emocjonalnej ludzi i funduszy, którzy w te czy inne papiery zainwestowali. Co będzie dalej? Dla tych, którzy mają pieniądze i mocne nerwy to będzie znakomita okazja do poczynienia zakupów i inwestowania. Ci, którzy kierują się stadnym odruchem będą dalej uciekać.




































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!