Bogumił Łoziński: Polityka jest definiowana przez Kościół jako rozsądna troska o dobro wspólne. Jak z tej perspektywy ocenia ksiądz arcybiskup rząd Donalda Tuska po roku pracy?
Abp Tadeusz Gocłowski*: Jest na pewno nieco spokojniej niż przed rokiem. Nie ma klimatu nerwowości, atmosfery lęku, obaw. Polacy czują się za tego rządu dobrze, czego najlepszym dowodem jest to, że ponad 50 proc. społeczeństwa pozytywnie ocenia ten gabinet.

A czy dostrzega ksiądz arcybiskup słabości rządu?
Bardzo krytyczne wobec gabinetu Donalda Tuska są związki zawodowe. Rząd nie rozwiązuje problemu stoczni szczecińskiej i gdyńskiej. A to bardzo ważna sprawa, bo istnieje niebezpieczeństwo utraty pracy przez tysiące ludzi. Niepokoi mnie też sytuacja rybaków, którzy protestują z powodu ograniczenia w limitach połowów. Te sprawy pokazują, że potrzeba więcej bezpośrednich kontaktów z zainteresowanymi. Tymczasem związkowcy skarżą się, że dialog społeczny został niemalże całkowicie zahamowany. To źle, gabinet Tuska powinien zastanowić się, czy w pełni wykorzystuje wszystkie struktury, które pozwalają na osiągnięcie spokoju społecznego.

Jedną ze sfer uznawaną za dobro wspólne jest polityka prorodzinna. Czy ksiądz arcybiskup dostrzega jakiekolwiek działania prorodzinne rządu Tuska?
Niestety, tego mi brakuje. To błąd, bo przyszłość narodu zależy od tego, jaka będzie rodzina, a ta przy obecnych wahaniach ekonomicznych sama nie da sobie rady. W obecnej sytuacji demograficznej zainicjowanie działań prorodzinnych jest konieczne, rząd w tej sferze podejmuje za mało wysiłku.

Jak ksiądz arcybiskup czuł się w momencie, gdy premier odmówił samolotu prezydentowi, a potem na szczycie Unii w Brukseli na oczach całego świata obaj stali do siebie odwróceni plecami?
Wzajemna kultura jest sprawą podstawową, także w polityce. Jesteśmy społeczeństwem europejskim, wychowanym na wzorach greckich, rzymskich i chrześcijańskich. Dlatego razi wszystko to, co jest brakiem kultury politycznej.

Ta sytuacja niewątpliwie pokazuje, że są problemy we wzajemnej kohabitacji premiera i prezydenta. Nikt nie ukrywa, że reprezentują oni inne środowiska polityczne i stąd różnice. Jednak nie ulega wątpliwości, że różnice polityczne nie mogą zwalniać z kultury we wzajemnych relacjach. Dlatego apeluję, aby politycy z większą wrażliwością reagowali na siebie nawet w trudnych sytuacjach.

Może rozwiązaniem byłaby zmiana konstytucji i jednoznaczne określenie, kto jest głową państwa?
Myślę, że nadszedł czas na refleksje nad tym problemem, bo widać jasno, że obecny stan powoduje napięcia. Ja skłaniałbym się ku oddaniu realnej władzy prezydentowi, choć jeśli utożsamia się on wyraźnie z jedną opcją polityczną, to rodzi to problemy.

Czy po zwycięstwie w 2005 r. PO i PiS, a więc partii odwołujących się do solidarnościowych korzeni, które obecnie są w totalnym konflikcie, jest szansa na jakiekolwiek działanie obu tych ugrupowań na rzecz wspólnych wartości?
Nie mam wątpliwości, że to jest nie tylko możliwe, ale i konieczne. Dlatego w 2005 r. zaprosiłem liderów tych ugrupowań do swojej rezydencji, licząc, że wyrwą się z partykularyzmów, aby dostrzec dobro wspólne. Nie udało się. Obecnie jest trudno o wspólne działania, ale nie tracę nadziei. Proszę zwrócić uwagę, że są jakieś zwiastuny porozumienia, było spotkanie Donalda Tuska z Jarosławem Kaczyńskim, obu klubów parlamentarnych. Chciałbym być optymistą, że porozumienie z PO i PiS jest wciąż możliwe.

A jak ksiądz arcybiskup ocenia stosunki państwo - Kościół? Obecny rząd zawiesił albo odrzucił większość spraw, na których Kościołowi zależało, np. maturę z religii czy Święto Trzech Króli.
Jeszcze za wcześnie, aby dokonywać wiążącej oceny tych relacji. Sprawa religii jest otwarta. Rząd był przeciwny wolnemu dniu w Święto Trzech Króli z przyczyn ekonomicznych. Te argumenty nie przekonały Kościoła. Dla nas jest to sprawa otwarta. Sytuacja gospodarcza może się zmienić na lepsze i wówczas na pewno wrócimy do starań o wolny dzień w to święto.

*abp senior Tadeusz Gocłowski był wieloletnim metropolitą gdańskim, członkiem Rady Stałej Konferencji Episkopatu Polski