"Każdy ma prawo nie chcieć być leczonym"
"Ostateczna decyzja zawsze należy do człowieka. Chciałbym, żeby tak samo było w tym ostatnim momencie, kiedy już samemu nie można nic powiedzieć. Temu właśnie w moim wyobrażeniu służyłyby testamenty życia" - mówi DZIENNIKOWI doktor Paweł Łuków, filozof i etyk z Uniwersytetu Warszawskiego.
- Gowin: Polityk nie może być teologiem
- Posłowie walczą o prawo do godnej śmierci
- Decyzja o życiu czy krok do eutanazji
- Polska polityka wreszcie podjęła kwestie sumienia
- Ludzie w śpiączce też żyją, tylko inaczej
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-23

temp. min 8°C max. 31°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin: Nie sądzi pan, że prawo do rezygnacji z ratowania własnego życia to przekroczenie pewnej nienaruszalnej dotychczas granicy?
Paweł Łuków*: Nie. To jest prawo do wyboru. Każdy ma prawo nie chcieć być leczony. I każdy ma prawo umrzeć bez uporczywego ratowania.
Ale ludzie już od dziesięcioleci nie umierają naturalnie. Im bardziej rozwinięta jest medycyna, tym bardziej ingeruje w umieranie. Ludzie zdają się całkowicie na lekarzy.
Ale mają wybór. Decydują się na to, by korzystać ze zdobyczy medycyny, albo rezygnują z tego i nie idą do lekarza, kiedy coś ich boli. Ostateczna decyzja zawsze należy do człowieka.
Chciałbym, żeby tak samo było w tym ostatnim momencie, kiedy już samemu nie można nic powiedzieć. Temu właśnie w moim wyobrażeniu służyłyby testamenty życia.
Kto miałby oceniać, czy człowiek jest już w stanie, w którym można zastosować ten testament?
Diabeł tkwi w szczegółach. To powinno zostać dokładnie opisane w prawie.
Jak opisać setki sytuacji, w których może się znaleźć człowiek umierając?
Prawo powinno wyliczyć, co ma się znaleźć w testamencie życia, żeby był to dokument skuteczny. Nie wyobrażam sobie więc, żeby skutecznym dokumentem była karteczka, na której jest
napisane: nie ratować, kiedy będę nieprzytomny. Ale: nie ratować, kiedy będę nieodwracalnie nieprzytomny - już tak. Chodzi o to, że ludzie mogą przewidzieć niektóre sytuacje. Człowiek,
który ciężko choruje może wyobrażać sdobie różne scenariusze, wie, co jest dla niego nie do zniesienia i to może dokładnie opisać w testamencie. Albo ktoś, kto uprawia sporty ekstremalne,
jest kierowcą rajdowym czy alpinistą, może przewiedzieć, że nie chce być ratowany, kiedy będzie trwale nieprzytomny po upadku ze skały.
Prawo do testamentu życia tylko dla wybranych, którzy mogą przewidzieć, co im się przydarzy?
Nie. Chodzi tylko o to, żeby przygotowanie takiego dokumentu nie było kaprysem. I żeby on sam nie budził żadnych wątpliwości, bo to przecież bardzo poważna sprawa. Testament ma służyć
pacjentowi, żeby uchronić go przed niechcianą uporczywą terapią, dać mu gwarancję, że jego życie potoczy się w tej ostatecznej chwili tak, żeby jemu było lepiej . Ale ma też pomóc
lekarzowi, który powinien bez cienia wątpliwości zidentyfikować, czego nie chce człowiek, którego on ratuje.
*dr Paweł Łuków jest filozofem i etykiem z Uniwersytetu Warszawskiego


























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!