Jarosław Kaczyński chce poprowadzić Prawo i Sprawiedliwość do nowego boju. Już nie pod hasłami walki z układem. Zamierza się przedstawić jako lider zdolny wziąć odpowiedzialność za polską gospodarkę.

Że zechce wystąpić w nowej roli, było oczywiste od momentu, gdy zasiadł do pisania klarysewskiego programu. To zresztą nie pierwsza taka przymiarka. Słał już podobne sygnały, choćby gdy został premierem – pierwsze kroki skierował wtedy na giełdę. Dziś przemianie sprzyja sytuacja. Jeśli kryzys okaże się poważny, trudno będzie wojować czymś innym.

Nie czynię z tej przemiany zarzutu. Każdy czas ma swój język i wyzwania. Dzisiejsza PO też nie jest tą partią, która z Janem Rokitą szykowała Polakom odchudzenie i uracjonalnienie państwa. Część sztandarów schowała na długo. Intelektualnie Kaczyński jest w stanie nową rolę udźwignąć, choć wokół niego widać mało ludzi obeznanych z tą tematyką. Ale załóżmy, że ich znajdzie.

Wątpliwość dotyczy skuteczności i trwałości takiego zabiegu, jeśli traktować go jako wizerunkową grę z publicznością. Niedawna debata nad drugim expose premiera Tuska pokazywała lidera PiS jako człowieka bardzo skoncentrowanego na tematyce ideologicznej. Czy się przestawi? Czy będzie w stanie przekonać Polaków o swej głębokiej trosce o budżet, dług narodowy, wartość pieniądza, gdy jego serce będzie rwało się do politycznej, a może i personalnej bitki. I czy Polacy w tę przemianę uwierzą komuś, kto kojarzy im się, może przesadnie, z łajaniem internautów za zaglądanie na niewłaściwe strony. Kryzys musialby być wielki, a nieudolność Tuska – porażająca.

Pytanie poważniejsze dotyczy już nie formy, a treści. Bo znamy dwóch Kaczyńskich. Człowieka w sprawach ekonomii wręcz czułego na opinie wolnorynkowych elit, który zafundował Polsce politykę Zyty Gilowskiej – z obniżką podatków i powściągliwym stosunkiem do budżetu. Drugi Kaczyński skłonny jest do eksperymentowania ze zwiększonymi wydatkami i państwową interwencją (na razie, przyznajmy, głównie słowami). Jak słychać, klarysewski program to mieszanina obu recept.

Co z niej wyniknie? Oryginalny wkład w poszukiwanie socjaldemokratycznej alternatywy dla myśli ekonomicznej PO, która, na ile ją poznaliśmy, sprowadza się do tego, aby w razie kłopotów ciąć budżet i czekać końca? A może chaos, zlepek sprzecznych kuracji? Kryzys z towarzyszącym mu niepokojem wyborców będzie zachęcał do radykalizmu. Tyle że nie potrwa on wiecznie. Może się nawet skończyć przed kolejnymi wyborami.