Europejski Trybunał Praw Człowieka poinformował właśnie, że w ogóle nie zbada kontrowersyjnych procesów związanych z artykułem "Wakacje z agentem". Przypomnijmy - przed 11 laty dziennikarze nieistniejącego już "Życia" napisali, że w 1994 roku ówczesny prezydent Aleksander Kwaśniewski wypoczywał nad polskim morzem w jednym ośrodku z rosyjskim agentem Władimirem Ałganowem.

Polskie sądy różnych instancji wydawały w tej sprawie sprzeczne wyroki, uznając w finale, że dziennikarze nie byli wystarczająco rzetelni i nie mieli prawa wyciągać wniosków o wspólnych wakacjach. Wygrał więc Kwaśniewski, który twierdził, że był nad morzem, ale kilka dni wcześniej i z Ałganowem się minął.

Trybunał w Strasburgu przed trzema laty przyjął sprawę do rozpatrzenia, ale teraz właśnie uznał, że już "na pierwszy rzut oka" widać, że tu nie doszło do naruszenia Konwencji Praw Człowieka i dlatego w ogóle nie ma sensu jej badać.

To zdumiewająca decyzja i warto postawić kilka pytań:

1. Skoro dla sędziów Trybunały wszystko jest jasne już "na pierwszy rzut oka", to dlaczego dochodzenie do tego wniosku zajęło im aż trzy lata?

2. Jak to możliwe, by nie budziły ich wątpliwości sprzeczne wyroki polskich sądów, skoro potwierdzają one wnioski dokładnie odwrotne -- że rzecz jest wyjątkowo skomplikowana?

3. Dlaczego Trybunał zaakceptował kontrowersyjną praktykę polskich sądów, które badając słynne wakacje odrzucały kluczowe wnioski dowodowe, na które żadna ze stron nie miała wpływu -- na przykład informację o stanie pogody (świadkowie prezydenta mówili o załamaniu pogody w dniach, kiedy Kwaśniewski przebywał nad morzem, obrońcy dziennikarzy usiłowali dowieść, że pogoda załamała się w innym terminie, co miało potwierdzać ich wersje wydarzeń).

4. Jeśli Trybunał umywa ręce w tak głośnym procesie, to jakie szanse ma zwykły obywatel, probujący dochodzić swych praw w Strasburgu?

5. Czy nasza wiara w tę ostatnią instancję, bezstronną, rzetelną i sprawiedliwą, jaką jest dla wielu strasburski trybunał, nie jest wiarą cokolwiek naiwną?