Cieszę się, że PiS postanowił zakończyć bojkot naszej stacji, bo to była dziecinada. Wspólnie z kolegami zachodzę jednak w głowę, co takiego się stało, że w końcu się zdecydowali. Mam ten sam problem jak w lipcu, kiedy bojkot również bez powodu został ogłoszony. Czy od lipca TVN się jakoś poprawił, zaczął inaczej traktować PiS? Jeśli już to mimowolnie, zapewniam, że nie myśleliśmy: robić wszystko, byle PiS wrócił. Sądzę więc, że politycy partii Jarosława Kaczyńskiego po prostu sami zorientowali się w końcu, że bojkot TVN to nieskuteczny sposób. Zrozumieli to, co od początku mówili im wszyscy, że rezygnacja z uczestnictwa w debacie na antenie opiniotwórczego medium jest dla nich bardzo niekorzystna. Duże znaczenia miał przy tym fakt, że w trakcie bojkotu na antenie naszych stacji częściej zaczęli się pojawiać się ich byli koledzy z partii. A politycy PiS mają to do siebie, że jak się z kimś rozstają, to potem bardzo go nie lubią. Tak więc widząc co drugi dzień Dorna czy Zawiszę, musieli dostawać białej gorączki. Z zazdrością patrzyli na byłych członków swojej partii, bo oni mogli wypowiadać się swobodnie, kierując się własnym rozsądkiem, a nie instrukcjami partyjnymi. Największym zaskoczeniem jest dla mnie to, że PiS zdecydował się przerwać bojkot tak nagle, w sytuacji, kiedy tak naprawdę nic wielkiego się nie wydarzyło, co mogłoby im pozwolić uzasadnić tę decyzję. Myślę, że ten, kto wiąże wybór tego momentu ze zmianami w TVP, ma wiele racji. Telewizja publiczna przestała być ich telewizją i nie zanosi się, by się stała nią z powrotem. Gdzie więc mają chodzić?