Ponad rok potrzebowali politycy Platformy, by podjąć kolejną próbę rozmontowania IPN, a w ostateczności doprowadzić do likwidacji lustracji. Robią to oczywiście w duchu, z jakiego znany jest SLD, czy środowiska najbardziej zagorzałych przeciwników lustracji. Realizują więc postulaty, które pojawiały się już od dawna, a zmierzają do likwidacji IPN.

PO chce w tej sprawie zastosować metodę salami, a więc odcinania, tym razem grubymi plastrami, tego, co w tej instytucji jest najbardziej niezbędne. Rozpoczynają od Biura Lustracyjnego. Rozpoczęcie demontażu jest bardzo precyzyjnie. Na początek idzie komórka, która jest jedynym i prawdziwym straszakiem dla wszystkich tych, którzy ukrywają swoje dawne związki z tajnymi służbami PRL. Również wobec tych, którzy nie mieli dotąd obowiązku złożenia oświadczeć lustracyjnych, ale są na tyle ważnymi i znanymi osobami w życiu publicznym, np. niektórzy duchowni, czy profesorowie wyższych uczelni, na temat których pojawiają się kolejne materiały o ich współpracy z komunistyczną Służbą Bezpieczeństwa.

Projekt, który zakłada likwidację Biura Lustracyjnego IPN, można porównać z wymontowaniem silników z samolotu. Owszem, możemy go pozostawić, ale nigdy on już nie wzniesie się w niebo. Projekt PO to także świetny pretekst do tego, by radykalnie zmniejszyć kolejny budżet IPN, a w dalszej kolejności zlikwidować tę instytucję. Spełniając jednocześnie marzenia wszystkich przeciwników lustracji w Polsce.