Maciej Walaszczyk: Jaki jest temat pańskiej pracy habilitacyjnej?

Marek Migalski*: Książka, która ma stanowić podstawę do habilitacji, została już wydana przez Wydawnictwo Sejmowe i nosi tytuł "Czeski i polski system partyjny. Analiza porównawcza".

Próbował ją pan obronić na Uniwersytecie Śląskim, czyli na swojej macierzystej uczelni?

Nawet nie próbowałem.

Dlaczego?

Dotarły do mnie informacje, że jeśli będę podejmował próbę obrony habilitacji, to pewni ludzie wezmą wówczas odwet za wszystko, co do tej pory głosiłem publicznie, również na uczelni, m.in. na temat lustracji środowiska naukowego.

Kim są ci "ludzie", o których pan mówi?

W moim przekonaniu osobą, która może mieć wobec mnie jak najdalej idący krytycyzm, jest prof. Jan Iwanek, a więc szef mojego Instytutu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa o którym powszechnie wiadomo, że był agentem SB o pseudonimie "Piotr". Tylko ja miałem odwagę wstać i o tym powiedzieć, m.in. w momencie, gdy w ubiegłym roku, Rada Instytutu wybierała go na kolejną kadencję. Moim zdaniem m.in. fakt współpracy z SB wyklucza jego kandydowanie do tej funkcji.

Poza tym, co mu pan zarzucał?

Od dwudziestu lat prof. Iwanek nie napisał żadnej samodzielnej książki. Tymczasem wyścig do stanowiska szefa Instytutu wygrał w cuglach, bo na 25 głosujących uzyskał poparcie 22 osób.

Jego ręce dosięgły pana również na Uniwersytecie Wrocławskim?

We wtorek, gdy sprawa mojej habilitacji padła także w Krakowie, członkowie Rady Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ mieli przed sobą list napisany i podpisany przez stronników prof. Iwanka z mojego Instytutu na Uniwersytecie Śląskim, w którym potępiali program Bronisława Wildsteina w którym mówiłem o dokonaniach naukowych profesora i jego przeszłości.

Stąd więc odmowa naukowców z Uniwersytetu Jagiellońskiego?

Władze tamtejszego Wydziału traktowały mnie z dużą życzliwością i miałem poczucie, że chcą mi pomóc. Oni również byli zaskoczeni wynikiem głosowania, tym bardziej, że powołany pięcioosobowy zespół, jednogłośnie rekomendował otwarcie mojego przewodu habilitacyjnego. Tymczasem Rada Wydziału w tajnym głosowaniu, bez żadnej dyskusji merytorycznej odrzuciła wniosek dziekana w tej sprawie.

Bez żadnego uzasadnienia merytorycznego?

Żadnego. Nikt nie chciał nawet na ten temat dyskutować, zresztą poza wspomnianymi już pięcioma członkami komisji rekomendującej, nikt nie znał mojego dorobku naukowego.

Jak rozumiem, na Uniwersytecie Warszawskim nawet pan nie będzie próbował?

Nie wiem, bo nie ma sensu, bym pisał nową habilitację. Obawiam się, że i ona zostanie odrzucona dokładnie z tych samych powodów.

Zapytam przewrotnie: może ma pan niedostateczny dorobek, przecenia swoje możliwości?

Jestem autorem, współautorem lub współredaktorem 11 książek, napisałem 30 artykułów naukowych opublikowanych w większości za granicą. Więc myślę, że jest to dorobek godny, dlatego raz jeszcze podkreślam: w tym przypadku kwestie merytoryczne są ostatnimi, które były brane pod uwagę przy odrzucaniu wniosku o otwarcie mojego przewodu habilitacyjnego.

Może lepiej spróbować za granicą?

Tydzień temu dostałem ofertę od jednego ze szwedzkich uniwersytetów do stanięcia w konkursie na szefa Katedry Europy Środkowej i Bałtyckiej. Wtedy skasowałem maila z tą propozycją, ale dziś bym tego nie zrobił.

* dr Marek Migalski - politolog, pracownik naukowy w Instytucie Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.