Mam poczucie, że przyjęcie dymisji ministra sprawiedliwości było dla premiera decyzją łatwą. Każdy szef rządu w takiej sytuacji postąpiłby podobnie – odsunięcie Zbigniewa Ćwiąkalskiego pozwala Donaldowi Tuskowi zaprezentować się jako przywódcy silnemu, który potrafi upominać się o wykonywanie przez członków rządu zadań im wyznaczonych. Siła premiera Tuska polega na tym, że potrafi on pozbywać się tych, którzy są dla niego trudni czy niekompetentni. Tyle, że wyrzucać ludzi jest bardzo łatwo.

Dwa pytania pozostają otwarte. Pierwsze z nich dotyczy tego, czy reakcja premiera, która ma charakter symboliczny, wizerunkowy w sposób istotny zmienia warunki śledztwa w sprawie morderstwa Krzysztofa Olewnika. Wyrzucenie prokuratora czy szefa więziennictwa nie jest zadaniem ponad siły szefa rządu, tylko czy stoi za tym przekonanie o konieczności regulacji albo wizja zmian w sprawie, która bezpośrednio doprowadziła do utraty stanowiska przez Ćwiąkalskiego? Czy zdymisjonowanie ministra sprawiedliwości rzeczywiście przyniesie większą kontrolę nad więźniami, czy nie będzie dochodziło już więcej do takich sytuacji jak samobójstwo trzeciego skazanego w sprawie głośnego morderstwa? Ważne jest, czy ta dymisja cokolwiek zmienia, jeśli chodzi o procedury więzienne i to konkretne śledztwo, które ciągnie się przecież latami. Czy w realny, a nie jedynie wizerunkowy sposób premier rozwiąże się ten problem. Nowy minister – być może będzie nim Cezary Grabarczyk – ma szansę, by wprowadzić znaczące zmiany.

Drugie pytanie dotyczy z kolei tego, w jakiej kondycji jest dziś partia rządząca. Postawił je już zresztą Jan Rokita, a brzmi ono: na ile wiarygodnym ugrupowaniem jest dzisiaj Platforma Obywatelska. Jeszcze w poniedziałek wszyscy działacze partyjni przekonywali nas, że w tej sprawie nie jest potrzebna żadna komisja śledcza, nikt nie czuł się całą kwestią zażenowany, nie odbierał jej jako skandalicznego zaniedbania, nie twierdził, że minister sprawiedliwości powinien podać się do dymisji. Natomiast w ciągu kilku godzin premier zmienia definicję sytuacji i nagle okazuje się, że wszystkie opinie w partii, bez względu na to jak wysoko potawieni jej członkowie takie opinie wygłaszają, są nieistotne wobec decyzji Donalda Tuska. To bardzo jasno pokazuje, jaki sposób rządzenia dzisiaj obowiązuje – aparat partyjny jest całkowicie podporządkowany przywódcy, kontrolowany przezeń i służy temu, co Jan Rokita słusznie nazwał rządami osobistymi premiera.