>>>Zobacz nowy spot Prawa i Sprawiedliwości

Było to bardzo dawno temu, gdy PRL-owska telewizja zaczęła puszczać teledyski zachodnich i krajowych grup rockowych, a autor tych słów kończył podstawówkę. Wtedy każdy nowy teledysk był bardzo żywo omawiany przez ówczesnych czternasto- i piętnastolatków. A niektóre, te lepsze, uznawane za wydarzenie bardzo ważne, wręcz epokowe. To były czasy, gdy wyłącznie używało się określenia teledysk, a o słowach wideoklip i spot nikt jeszcze nie słyszał.

Pamiętam, jak mój rodzony ojciec podśmiewał się z tych ekscytacji z ironią, ale i odrobiną życzliwości wynikającej z przekonania, że już niedługo przestaniemy tak to przeżywać. Tak zresztą się stało. Nadal oglądaliśmy teledyski, ale był to już tylko jeden z elementów rozrywki.

Tamte lata przypominają mi się za każdym razem, gdy któraś z partii przygotowuje nowy spot reklamujący jej przewagi nad głównym przeciwnikiem. Bo charakterystyczne jest, państwo zauważyli, że autorzy spotów działają zawsze w jednym wymiarze - jest dobry PiS i zła PO. Albo odwrotnie: PO dobra i zły PiS. Tertium non datur, na tej osi wszystko się kończy. Wprawdzie SLD wymienia więcej wrogów w swoich spotach (konkretnie dwóch), ale akurat teledyski z Napieralskim i Olejniczakiem nie są takim wydarzeniem, jak te z Kaczyńskim lub Tuskiem.

>>>PiS stawia na czyny, a nie na cuda

Dziś też zaczęła się debata nad nowym teledyskiem. Frontman i trzyosobowy chórek - Jarosław Kaczyński i panie Grażyna Gęsicka, Joanna Kluzik-Rostkowska oraz Aleksandra Natalli-Świat. Trzeba sprawiedliwie przyznać, że w tym wideoklipie chórek jest nawet ważniejszy od frontmena - taki zresztą jest nieukrywany zamiar reżyserów tego dziełka. Po prostu ladies first. W każdym razie publicyści, dziennikarze, politycy, internauci żywo zaczęli komentować zalety i wady. Podobnie będzie, gdy za czas jakiś PO wystąpi ze swoim teledyskiem (Tusk i żeński chórek - panie Bieńkowska, Pitera, Kudrycka, Hall, Kopacz?).

Wcale się nie czepiam, że partie tracą kupę pieniędzy na spoty. W sumie muszą to robić, bo taki jest ten świat. Czepiam się, że jest to gwizdek, w który idzie zbyt dużo pary. Bo znając wewnątrzpartyjne życie i trud towarzyszący stworzeniu spotu, to można łatwo przewidzieć, że ich twórcy zmęczeni i zadowoleni zakrzykną: patrzcie, ile zrobiliśmy. A na sprawy mniej wdzięczne i jeszcze bardziej pracochłonne, np. opracowanie materiałów programowych i zamówienie zewnętrznych ekspertyz, nie starczy już sił i pieniędzy. Chciałbym być dobrze zrozumiany - kopię piłkę nie tylko do jednej PiS-owskiej bramki.

No i warto chyba mieć pretensje do nas samych - komentatorów spotomanii. Łatwo i błyskotliwie dyskutuje się o walorach kolejnych teledysków. Dobrze chyba byłoby potraktować je jak teledyski z muzyką. Bo to tylko kolorowa ramka do pokazania jakiejś treści.