Z dystansem patrzę na próby zmiany wizerunku PiS, w tym na nową kampanię reklamową. Owszem, spot nieźle pomyślany i zrobiony. Owszem, widać pewną zmianę tonu w wypowiedziach działaczy i odejście od pustych pyskówek, w które partia Kaczyńskiego dawała się wciągać lub sama z radością wchodziła na rzecz rozmowy o gospodarce.

Ale czy to zadziała? Czy prezesowi PiS znowu nie puszczą nerwy i nie powie tak ostro, że przykryje wszystko inne? Od tego zależy powodzenie tej kampanii. Tak przecież bywało w przeszłości. Doradcy kombinowali, przebierali byłego premiera, a on i tak mówił, co chciał i o czym chciał. Tracił samokontrolę.

Pierwszy test rozgrywa się na naszych oczach. Jeżeli Jarosław Kaczyński ulegnie pokusie (moim zdaniem silniejszej u niego niż sądzimy) wypowiedzenia się o Marcinkiewiczu, stwierdzenia: a nie mówiłem, to cienias), to cała akcja spali na panewce. Taki komunikat zdominuje debatę na kolejne dwa dni. Jak się jednak powstrzyma, to skłonny byłbym uznać, że próba może się choć częściowo udać.