Polska się podzieliła. Według powszechnie znanego wzoru: wyborcy PiS uważają, że prezes (pardon - premier) ma najwspanialsze poczucie humory. Wprawdzie mało kto z nich je słyszał, ale ich zdaniem dowcipy opowiadane przez Kaczyńskiego są bardzo śmieszne. Nie to co te wygłaszane przez Donalda Tuska - one z definicji są beznadziejne.

Po drugiej stronie jest obóz przeciwników, którzy sądzą zupełnie inaczej, ale równie pryncypialnie trwają przy swym przekonaniu. W skrócie: według nich Kaczyński jest zupełnie nudnym gościem, bez cienia poczucia humoru. Bo wzorcem w tej materii może być wyłącznie Tusk, którego dowcipów większość wyznawców też nie słyszała.

W takich sporach nie ma miejsca na kompromis. Tak jak w sporach religijnych. Ten, kto próbuje głosić, że oba wzorce humoru są takie same, jest heretykiem - synkretystą. Ale że nie palą już za to na stosach, a jedyną karą są wyzwiska ze strony niektórych internautów, pozwólmy sobie na ryzyko herezji. Kaczyński potrafi powiedzieć coś tak śmiesznego, że jego słuchacze - wcale nie z lizusostwa - zaczynają się śmiać. Tusk podobnie nie jest nudziarzem i potrafi rozśmieszyć rozmówców. A teraz napiszmy coś najgorszego: obaj mają podobne poczucie humoru.

W ostatnim numerze "Newsweeka" jest tekst opisujący kulisy odwołania Zbigniewa Ćwiąkalskiego. Brzmi to w skrócie tak: premier zażartował, że minister sprawiedliwości powinien podać do dymisji. Rozbawiony Ćwiąkalski, myśląc, że to na pewno żart, rzucił, że składa akt dymisji. Wtedy uśmiech zniknął z twarzy Tuska i padła odpowiedź: przyjmuję.

Kilku dziennikarzy, dobrze znających i Tuska i Kaczyńskiego, skomentowało to identycznie: "to całkiem w stylu Kaczora". Rzeczywiście lider PiS lubił żarty, w których siebie obsadzał w roli jakiegoś satrapy, np. Stalina, a swoim podwładnym wyznaczał rolę Jeżowa bądź Jagody. A potem przekomarzał się jakie to kaprysy władcy będą musieli spełniać.

Z kolei Tusk, miłośnik antyku, lubił przykładać do współczesnych czasów różne intrygi z czasów starożytnych. Historie politycznych mordów wewnątrz triumwiratów i duumwiratów były wykorzystywane do robienia sobie żartów z aktualnych wewnątrzplatformerskich rozgrywek.

No i właśnie chyba to się nazywa sarkastyczny humor. Więc jaki związek z Monty Pythonem ma dowcip obu przywódców narodu? Może taki, że jest bardziej wyrafinowany niż kupa smoka Jabberwocky. Ale mniej śmieszny niż słynna piosenka z "Żywotu Briana".