DZIENNIK: SLD chce pani dymisji, organizacje feministyczne chcą wysyłać skargę do Komisji Europejskiej. Czy pani rozumie, skąd taki zmasowany atak na panią?
Elżbieta Radziszewska*: Rozumiem. SLD nie ma dziś żadnego pola do działania politycznego. Nie potrafią zająć się gospodarką, służbą zdrowia czy edukacją. Oddali te wszystkie pola nie wiadomo komu. Lewica jest w rozbiciu i szuka sobie pola do bitwy. Panie wraz ze środowiskami feministycznymi wymyśliły sobie, że stworzą takiego pełnomocnika rządu ds. kobiet, którego będą atakować. Najbliżej tej wizji jestem ja.

Ale nie czuje się pani pełnomocnikiem rządu do spraw kobiet.
Nie czuję się, bo pełnomocnik ds. kobiet to ktoś, kto rozwiązuje kobiece problemy.

A pani nie rozwiązuje?
Nie, bo ja jestem pełnomocnikiem ds. równego traktowania, a to oznacza walkę z dyskryminacją. Jestem pełnomocnikiem, który we wszystkich obszarach życia i na polu działania wszystkich ministrów sprawdza, czy nie ma dyskryminacji. Jeśli ona się pojawia, to ją opisuje, diagnozuje i zaczyna zwalczać działając międzyresortowo. I ja to robię.

Może pani wymienić swój sztandarowy sukces na tym polu?
Zaraz pani powiem... Ponieważ tego typu pełnomocnik jest powołany po raz pierwszy w historii polskiej polityki, po troszę odkrywam ziemię nieznaną. Nie mam żadnych wzorców, z których mogłabym czerpać. Zatem na spokojnie wyszukuję pola działania i zajmuję się tymi, które znajdę jako dyskryminację.

Dziś jest pani atakowana za to, że nic nie robi. Jakim osiągnięciem może się więc pani pochwalić?
Panie nie mówią, że ja nic nie robię. One nie zauważają tego, co robię, chociaż dokładnie o tym wiedzą. Z dziennikarką "Gazety Wyborczej" rozmawiałam 2,5 godziny o tym, co robię. Dokładnie wiedziała, co robię, ale interesowało ją tylko to, czego nie robię.

Może dlatego, że w pani działalności nie widać konkretnych osiągnięć: komu pani pomogła, komu dzięki pani żyje się lepiej.
Nie mogę mówić o prywatnych osobach. Ale to wszystko dlatego, że polem do bitwy dla lewicy nie może być gospodarka czy zdrowie, więc walczą o rzeczy, które budzą emocje: aborcja, antykoncepcja itp.

Treść ataku znamy. Pytam o pani osiągnięcia.
Atakują mnie, że nie robię rzeczy, których robić nie mogę, bo nie leżą w moich kompetencjach.

I nie ma pani niedosytu, żeby jednak bardziej zaangażować się w prawa kobiet?
Nie, bo nie do tego jestem powołana! Ja jestem antydyskryminantem! Ulżyć trzeba kobietom, dzieciom i bardzo wielu ludziom na świecie z bardzo różnych powodów. To bardzo słuszne. Ale ja nie pełnię funkcji pełnomocnika ds. kobiet i nie zajmuję się aborcją, edukacją seksualną i tymi rzeczami, o które te panie chciałyby walczyć.

Rozumiem. Ale ministrem jest pani od marca. Może pani podać jeden konkretny sukces, coś z czego pani jest dumna?
Tak. Ale jeszcze jedną rzecz pani powiem: dyskryminacja dzieje się nie wtedy, kiedy ktoś sobie wymyśli. Dyskryminacja jest wtedy, kiedy danej osobie coś nie przynależy ze względu na jakąś cechę, która ją odróżnia od osób, które w analogicznej sytuacji by to coś otrzymały. I to jest obszar mojego działania.

Ale to nie było moje pytanie. Pytam o to, co pani załatwiła dla kogokolwiek.
Pani redaktor, dyskrymiancja siedzi w głowach ludzi. Jeden człowiek dyskryminuje czy molestuje drugiego. Czy pani myśli, że moje działania wyeliminują tego typu czynniki?

*Elżbieta Radziszewska - pełnomocnik rządu ds. równego traktowania