Pamiętam. Pamiętam działalność Frasyniuka w latach 80. i niech mnie gęś kopnie, jeżeli nie był to bohater pierwszej klasy. Dzięki takim jak on chciało się o wolną Polskę walczyć. I nie zapominam, że czerwoni mogli zabić wiele setek polskich patriotów, a zabili raptem stu. I że nie walczyli do upadłego o władzę, tylko oddali ją, gdy tylko Moskwa się zachwiała. W walce z nimi Frasyniuk, Reagan, CIA i wielu innych stali po jednej stronie, po stronie wolności. Teraz Frasyniuk tak historią obraca, że wychodzi na to, iż to Jaruzelski walczył o wolność z Frasyniukiem przeciw Reaganowi. Jakie to szczęście, że wygrał. Uff!

Władysław Frasyniuk cierpiał na kompleks robotnika-prowincjusza, tego (rzekomo, w moim odczuciu) głupszego od Mądrych Ludzi w Warszawie. Zapatrzył się tak w ten warszawski salon, że szedł z nim wiernie, od ROAD-u do upadku całego tego środowiska, po drodze pełniąc nawet funkcję szefa Unii przegranych. I wreszcie znalazł sposób, aby przebić ich wszystkich w oddawaniu hołdów Okrągłemu Stołowi, który, jak wiemy, jest w Polsce przedmiotem wiary.

>>>Piotr Zaremba o pomyśle Władysława Frasyniuka