Jarosław Kaczyński w jednym z sondaży został uznany za większego psuja od Jaruzelskiego, Frasyniuk proponuje dla generała pomnik. Paskiewicz miał już taki w Warszawie, więc jest pewna tradycja, do której można nawiązać. Wałęsa się obraża i wraca do Gdańska, a radykałowie, którzy nie usiedli w 1989 do Okrągłego Stołu, ale byli za słabi, żeby go wywrócić, więc zasłużenie trafili na polityczny śmietnik, przezywają dzisiaj wszystkich innych od zdrajców...

>>>Grzeszna przyjaźń Jaruzelskiego i Kiszczaka

Polska historia, jak zwykle, wraca jako farsa. Nie rozpieszczała nas nigdy, była wyłącznie źródłem cierpień, utrapień i upokorzeń, bardzo rzadko źródłem satysfakcji, ale na aż taki los nie zasługuje. Na aż taką grotekę, jaką jest polityka historyczna różnych odłamów postsolidarnościowego obozu.

Jak w tej atmosferze zapomnieć o klęsce lat 80., o tym, że 10- milionowa "Solidarność" przestała istnieć tak szybko? Że do Okrągłego Stołu siadały już tylko resztki po niej? O tym, że nadymaliśmy się strasznie, ale w gruncie rzeczy byliśmy normalnym narodem, który nie chciał umierać. Nie chciał nawet być za często bity.

Ja chciałbym już od jakiegoś czasu o tym wszystkim zapomnieć, żeby móc normalnie żyć, żeby móc udawać przed samym sobą, że Kulczyk to zwyczajny biznesmen, Kwaśniewski i Szmajdziński to zwyczajna lewica, że Daniel Passent jest przekornym liberalnym publicystą, który nigdy nie miał na swoim koncie felietonowej pochwały stanu wojennego. Chciałbym zapomnieć, że całą moją młodość przeżyłem w rytmie PRL-owskiego upokorzenia. Najpierw wierząc w "Solidarność", później oduczany tej wiary na rozpędzanych rocznicowych manifestacjach, nieudanych strajkach, od klęski do klęski przez prawie dziesięć lat.

>>>Piotr Zaremba: Pomnik dla Jaruzelskiego? Szaleństwo

Nie chcę o tym pamiętać, albo pamiętać chcę wyłącznie w sposób wychłodzony, uporządkowany, jak o wydarzeniach z czyjegoś innego życia, w jakimś innym świecie - które już nie mogą mnie dotknąć ani zranić. Ale na tak uporządkowany, cywilizowany proces zapominania, przerabiania traumy w historię, nie pozwalają mi fanatyczni solidarnościowi starcy. Jedni wciąż domagają się kultu, już nie tylko dla siebie, ale także dla generałów. Inni domagają się szubienic dla zdrajców, choćby symbolicznych, takich w literaturze. Jarosław Kaczyński nie chce stać tam, gdzie stało ZOMO, a dzisiaj stoi PO. Niesiołowski nie przypomina sobie żadnych Kaczyńskich w opozycji. Itp. itd.

PiS, czołowa partia historycznej dekomunizacji, nadużywająca imienia IPN-u, choć to nie ona go stworzyła, ma w swoich szeregach, ba, w swoim kierownictwie, zsypowskiego i pronowskiego oportunistę Karskiego - bo z takimi ludźmi Kaczyński umie i lubi pracować - a także PRL-owskich prokuratorów i sędziów, nie takich endecko-przycupniętych, ale ścigających opozycjonistów, wydających na nich wyroki. Z kolei komunistyczni generałowie kłamią jak najęci, a przyspawani do nich bohaterowie "Solidarności" pozwalają im kłamać. W kłamstwie ich ośmielają. Kiszczak staje się dla "Gazety Wyborczej" ekspertem od lustracji. W końcu to jego resort łamał i zabijał ludzi, więc technicznie rzecz biorąc, generał jest faktycznie ekspertem od zbrodni.

Ponieważ ta wojna długo się nie skończy, pozwólmy umarłym grzebać swoich zmarłych. Przeczekajmy to jeszcze jedno rocznicowe piekło. Na uporządkowaną, uczciwą, bezstronną historyczną pamięć, przyjdzie czas później. Może za następne dwadzieścia lat. A my w nadchodzący weekend... wyjedźmy na ryby. Choćby nawet przyszło nam łowić je z przerębli. Może wódka nas rozgrzeje, może zioło rozbawi. Wszystko będzie lepsze i bardziej etyczne od polityki historycznej solidarnościowego obozu.