Pytany dzisiaj rano w "Kontrwywiadzie" radia RMF o to, czy przebieg tragedii Polaka uprowadzonego przez talibów uważa za swoją porażkę, Jacek Cichocki, minister koordynujący działalność polskich służb specjalnych, powiedział, że trudno mu odpowiedzieć na to pytanie, bo "jest jeszcze w szoku". W szoku to ma prawo być rodzina zamordowanego Polaka, ale nie człowiek odpowiedzialny za służby. Jacek Cichocki jest grzecznym, sympatycznym chłopcem. W garniturze prezentuje się nienagannie i dobrze pasuje jako jeszcze jeden goździk w klapie premiera. Nikt nie uwierzy, że ten miły chłopiec odważy się grać służbami - a już szczególnie bez wiedzy Tuska. I jest to bez wątpienia jego poważny i niekwestionowany atut. Ale mówiąc o własnym szoku, zamiast twardo odpowiedzieć na twarde pytanie dziennikarza RMF, Cichocki zachował się jak pewien bohater "Psów" Pasikowskiego, były działacz studenckiej opozycji, który trafił do służb w wyniku przełomu ustrojowego, żeby stać się pośmiewiskiem tamtejszych weteranów.

W sprawie zamordowanego przez talibów Polaka rząd powinien już wyjść z szoku i odpowiedzieć na pytania, jakie środki nacisku zastosowano wobec Pakistanu poza paroma grzecznościowymi wymianami dyplomatycznych wizyt, czy naciskano w tej sprawie Amerykanów i czy nam pomogli, czy opiekowano się rodziną porwanego Polaka - co było pierwszym obowiązkiem rządu - a jeśli tak, to czemu bliscy uprowadzonego na kilka dni przed upływem ultimatum porywaczy wpadli w panikę, dając wszystkim do zrozumienia, że ich wiara w poczynania polskich władz jest nikła. Powinniśmy też wiedzieć, czy po tej tragedii rząd robił cokolwiek, żeby zwiększyć bezpieczeństwo naszych obywateli pracujących w Pakistanie.

Potrzebujemy dzisiaj prawdy, a nie politycznych insynuacji. Jeśli rząd robił wszystko, jeśli dyplomaci i zwierzchnicy służb przez cały ten czas siedzieli na karku Pakistańczyków jak upierdliwe osy, jeśli naciskali na Amerykanów, jeśli przygotowywali scenariusze A, B i C... to niech przedstawią na to dowody. To co można, opinii publicznej i mediom, to czego nie można - sejmowej komisji d.s. służb. A chcę, żeby potrafili przeprowadzić dowód własnej kompetencji, bo wcale mi nie zależy, żeby przy tej okazji Tusk z Cichockim i Sikorskim polegli, a zastąpili ich Kaczyński z Macierewiczem, Fotygą i Szczygłą, bo ich powrót nie oznaczałby wcale poprawy standardów rządzenia.

>>>Dziewulski: To Geofizyka jest winna śmierci Polaka w Pakistanie

Ale rozczarowanie PiS-em mogło być wystarczającym atutem PO przy wyborach 2007 roku, lecz nie będzie ich atutem w walce z talibami, w walce z kryzysem gospodarczym, w realnym codziennym rządzeniu państwem. Dlatego muszą przedstawić dowody, że w sytuacji rzeczywistej, dramatycznej próby, zajmowali się walką o życie uprowadzonego Polaka, a nie działalnością PR-ową. Bo na razie wygląda na to, że wszyscy odpowiedzialni, po wykonaniu kilku pierwszych zupełnie podstawowych działań, zapadli w paromiesięczną drzemkę. Z której wytrącił ich dopiero alarm wzniecony przez rodzinę uprowadzonego. A my, media, przez parę miesięcy także drzemaliśmy. Zapomnieliśmy o całej sprawie. I chyba zrobiliśmy źle.

Jeśli politycy opozycji mają wątpliwości co do profesjonalizmu rządu, niech wykorzystają okazję i wyszarpią z gardła ministrom odpowiedzi na wszystkie trudne pytania. Jeśli jakiś były oficer WSI chce przy tej okazji przygadać Macierewiczowi, to niech przedstawi fakty - mediom albo przynajmniej członkom sejmowej komisji. Jeśli okaże się, że istotnie Macierewicz zwinął oficerów polskiego wywiadu z całego regionu, zanim mógł ich kimkolwiek zastąpić, to w świetle ostatnich wydarzeń jest to wystarczający materiał na pociągnięcie go do odpowiedzialności konstytucyjnej, karnej lub choćby na doprowadzenie do sytuacji, żeby już nigdy nie pojawił się w polskim życiu politycznym jako ekspert od czegokolwiek. Jeśli jednak takich twardych dowodów przeciwko Macierewiczowi nie ma, to nie chcę słuchać rytualnych zarzutów nawet pod jego adresem, mimo że szczerze za nim nie przepadam.

Jeśli dzisiaj nie poznamy prawdy - o rzeczywistej jakości polskiego rządu i o jakości polityków, którzy rządzili wcześniej - to nie poznamy jej nigdy. Pozostaniemy w zaczarowanym kręgu partyjnego rytuału. Gdzie można się bez konsekwencji opluwać na blogach i w publicystycznych programach, bo słowa nic nie kosztują, a fakty i tak są zastrzeżone dla wąskiej grupy uczestników tej gry. Którzy zawsze będą nas częstowali ogólnikami. Gosiewski rzuci sobie od niechcenia o biznesie kupującym polityków, lewica rytualnie skrytykuje Macierewicza, prezydent sobie potupie, a minister Cichocki powie, że wciąż jeszcze znajduje się w szoku.