MACIEJ WALASZCZYK: Czy tragiczny finał jakim zakończyło się porwanie polskiego inżyniera Piotra Stańczaka był dla Pana zaskoczeniem?
JAROSŁAW TOMASIEWICZ*: Tak, mimo wszystko tak. Chciałem wierzyć, jak wszyscy, że Polaka to nie spotka. Wiem, że to irracjonalne, ale sygnały płynące od "czynników oficjalnych" mogły na to wskazywać. Cisza medialna z reguły maskuje działanie stosownych służb. W tym przypadku jednak okazało się, że nic nie maskowała...

Spodziewał się Pan jego uwolnienia, czy raczej najgorszego?
Miałem nadzieję, że dojdzie do kompromisu i porywacze uwolnią Polaka po otrzymaniu okupu. Oczywiście, w mediach ukazałyby się przy tej okazji sensacyjne informacje o brawurowym odbiciu geologa przez polskie, amerykańskie, czy pakistańskie służby specjalne...

Śmierć Polaka to tylko incydent? Czy podobne nieszczęścia będą się zdarzały coraz częściej?
Proszę pana, polski kontyngent stanowi w siłach NATO w Afganistanie znaczący i zauważalny element. Wcześniej zaangażowaliśmy się w Iraku. Chyba nikt nie sądzi, że islamiści są idiotami i tych faktów nie zauważają. Tak więc na to pytanie można odpowiedzieć sobie samemu.

Kim właściwie są porywacze, którzy go zabili? Ideowymi bojownikami, czy lokalnymi mafiozami, handlarzami narkotyków brutalnie walczącymi z pakistańską policją?
Prawdę mówiąc to jest dla mnie najbardziej szokujące. Nikt nie zadał sobie trudu, by sprawdzić, co to jest Tehrik-i-Taliban. Tymczasem to nie jest szyld nikomu nieznany. To nie są nikomu wcześniej nieznane "Salafickie Brygady Abu Bakra al-Siddika", które w Iraku porwały Teresę Borcz. To jest główna organizacja zbrojna pakistańskich fundamentalistów. Ich nie można lekceważyć!

Polak miał pecha, znalazł się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie i zbieg okoliczności po prostu wplątał go w spiralę nieszczęść?
Dokładnie tak. To mogło spotkać każdego, kto tam przebywa.

O co walczą Tehrik-i-Taliban, jakie mają cele polityczne?
Tehrik-i-Taliban Pakistan, czyli tłumacząc na polski "Studencki Ruch Pakistanu", to organizacja islamskich fundamentalistów z sekty Deobandi. Powstała pod koniec 2007 r. z połączenia różnych frakcji pakistańskich talibów działających na pograniczu z Afganistanem. Ich cel doraźny to wycofanie sił rządowych z Terytoriów Plemiennych, cel perspektywiczny - ustanowienie państwa opartego na szariacie. Władze Pakistanu obciążają Tehrik m.in. odpowiedzialnością za zabójstwo Benazir Bhutto, choć sami talibowie do tego się nie przyznają.

Kto jest pana zdaniem odpowiedzialny za śmierć inżyniera: rząd i polskie służby, które może nie przyłożyły się należycie do jego uwolnienia lub popełniły błędy negocjacyjne, władze Pakistańskie, czy może Amerykanie, którzy de facto mają jakąkolwiek kontrolę nad pograniczem afgańsko - pakistańskim, a co za tym idzie jakiekolwiek możliwości działania?
Najuczciwsza odpowiedź musi brzmieć: nie wiem. Nie jestem wszechwiedzący, nie mam dostępu do zasobów MSZ. Nie wiem, jakie polskie władze podjęły działania, by Polaka uwolnić. Wydaje się jednak, że popełniono błędy. Po pierwsze - nie podejmując bezpośrednich negocjacji z porywaczami, po drugie - z góry deklarując, że okupu nie będzie. A chyba nikt nie oczekiwał, że władze Pakistanu z powodu jakiegoś Polaka uwolnią zagrażających im islamskich terrorystów.

Co właściwie osiągnęli porywacze?
Pokazali, że z nimi nie ma żartów. To najmniejsza korzyść, jaką z tego porwania mogli odnieść, ale przyszłość może pokazać, że niebagatelna.

Dlaczego niebagatelna?
Dlatego, że zmusi inne rządy do poważnego traktowania ich żądań.

A co tak na prawdę mogło być ich celem?
Wie pan, w takich operacjach z reguły zakłada się pewną "skalę" celów - od maksymalnych do minimalnych. Nie sądzę, by kierownictwo Tehrik mogło mieć nadzieję, że porwanie Polaka może zakończyć wojnę w Afganistanie zmuszając NATO do odwrotu. Na uwolnienie swoich towarzyszy, a przynajmniej niektórych z pewnością mogli mieć nadzieje średnie, ale już na uzyskanie okupu całkiem spore.

Są w ogóle skłonni do ustępstw? W jaki sposób kalkulują?
Powiem szczerze, że modus operandi pakistańskich talibów nie jest mi znany. Z reguły jednak w przypadku porwań jest możliwość osiągnięcia kompromisu. Wskazuje na to choćby fakt, że pod koniec domagali się już zwolnienia tylko czterech, a nie sześćdziesięciu bojowników. Proszę pamiętać, że mamy do czynienia z narodami Azji, dla których targowanie się jest sposobem życia.

Film z egzekucji powinien być ujawniony polskiej opinii publicznej? Rząd zanim ujawnił fakt śmierci porwanego wysłał do mediów sygnał, by w żadnym razie go nie pokazywać.
Jestem dość staroświecki pod tym względem i filmy typu "gore" napawają nie obrzydzeniem. W tej kwestii zgadzam z rządem.

To dlaczego porywacze wysłali film do dziennikarzy? Po co to robią? Efektem ma być przestraszenie, traumatyzacja społeczeństwa?
To wynika z samej istoty terroryzmu. Przecież tu nie chodzi o zabicie Piotra Stańczaka, człowieka przypadkowego przecież. Tu chodzi o wpłynięcie na opinię społeczeństwa, na decyzje rządzących. To musi robić wrażenie. Terroryści dobrze opanowali reguły marketingu.

Jak fakt zamordowania Polaka wpłynie na nasze społeczeństwo? Czy wzmocni przeciwników wysyłania żołnierzy na misje wojskowe i angażowanie się w tego rodzaju konflikty jak w Iraku czy Afganistanie?
Trudno powiedzieć. Pierwszy, jak najbardziej zrozumiały, odruch to zemsta. Ale na dłuższą metę takie wydarzenia raczej osłabią poparcie dla angażowania się Polski w egzotyczne konflikty. Zwłaszcza jeśli będą - odpukać! - następne przypadki tego typu.

Ta tragedia wydarzyła się w jednym z najniebezpieczniejszych rejonów globu, a w kraju jesteśmy wciąż bezpieczni. W jaki sposób Polacy, rząd winni reagować na tego rodzaju terror? Bać się, oburzać, pałać rządzą odwetu?

Proszę pana, a jakie mamy realne możliwości? Akurat pod tym względem rozumiem polski rząd. Wysłanie GROM-u w region świata, nad którym nie są w stanie zapanować miejscowe władze, byłoby samobójstwem. Co nam pozostaje? Tupanie nogami?

Polska jest wciąż bezpieczna? Warszawskie metro nie wyleci w powietrze?
Na razie jesteśmy bezpieczni. Z akcentem na "na razie".

Dlaczego Pan tak sądzi?
Dopóki w Polsce islamiści nie będą mieli punktów zaczepienia w postaci licznej a radykalnej społeczności muzułmańskiej, dopóty zamachów w Polsce bym się nie spodziewał. Przynajmniej do tej pory akcje terrorystyczne dokonywane były przez muzułmanów miejscowych lub przynajmniej zasiedziałych w USA, czy niektórych krajach Europejskich. Ale i to może się zmienić.

*Jarosław Tomasiewicz – ekspert ds. problemów bezpieczeństwa i terroryzmu Instytutu Sobieskiego, adiunkt w Instytucie Historii Uniwersytetu Śląskiego, członek Rady Programowej Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas w Warszawie.