Zagłodzenie kobiety nie było eutanazją. Ta ostatnia, według prawnych definicji, wymaga świadomie i dobrowolnie wyrażonej prośby osoby, która chce zostać zabita. W przypadku Eluany o takiej prośbie nie mogło być mowy. Uznanie za taką prośbę wyrażonej przed wypadkiem opinii, że dziewczyna chciałaby żyć pełnią życia, przypomina sytuację, w której po bankructwie czy paraliżu likwidowanoby ludzi, którzy wcześniej oznajmili, że chcą być zdrowi i bogaci. Każdy tego chce, ale to wcale nie oznacza, że będzie chciał umrzeć, kiedy będzie biedny i chory. A nawet gdyby chciał, to nie może domagać się uczestnictwa w czynie moralnie złym, jakim jest pozbawienie go życia, od innych. Ale w tym przypadku nie mieliśmy do czynienia z tym problemem, bo o śmierć prosiła rodzina, a nie sam pacjent.

Co zatem wydarzyło się w klinice w Udine? Żądanie ojca, z wyroku sądu najwyższego, potwierdzonego przez prezydenta dokonano sądowego zagłodzenia człowieka. Usprawiedliwieniem dla tego czynu było współczucie, które - inaczej niż w całej cywilizacji zachodniej - nie oznaczało już współodczuwania i towarzyszenia choremu w cierpieniu (choć trudno nawet stwierdzić, czy Eluana w ogóle cierpiała), ale jego likwidację.

Cały tekst Tomasza Terlikowskiego o sprawie Eluany będzie można przeczytać w jutrzejszym wydaniu "Dziennika"