Artykuł Cezarego Łazarewicza zaskoczył mnie, ponieważ formułuje bardzo poważne oskarżenia wobec ministra Andrzeja Czumy, które nie są sprawdzone, a opierają się wyłącznie na opowieściach ludzi nieżyczliwych ministrowi. Brakuje w nim natomiast rzeczy kluczowej dla zrozumienia amerykańskiej przeszłości Czumy. Otóż w Stanach Zjednoczonych, w społeczeństwie od wielu lat bardzo demokratycznym, sądy regulują wzajemne stosunki i roszczenia obywateli. Ich orzeczenia to nie są żadne wyroki - w takim sensie, w jakim przeciętny Polak rozumie to słowo. W Polakach sąd budzi obawy, a dochodzenie przed sądem swoich praw odbywa się często w sytuacjach dramatycznych. Z kolei w USA mnóstwo sfer wchodzi w zakres regulacji cywilnych między obywatelami i to dlatego tak wiele spraw przechodzi przez amerykańskie sądy.

A zatem dziennikarze, którzy chcieliby się zabierać za życie Andrzeja Czumy w USA, powinni być świadomi tego jak w Stanach Zjednoczonych funkcjonuje orzecznictwo sądów. Tego kontekstu, w którym należałoby mówić o długach ministra Czumy, kompletnie w artykule "Polityki" zabrakło. Co ciekawsze, przedostatnie zdanie tego tekstu mówi o tym, że minister amerykańskie długi spłacił. Chociaż później cytuje się człowieka, który te pomówienia formułuje - twierdzi on, że coś tam na pewno Czumie do zapłaty zostało. Kiepską jakość dziennikarską tekstu, który rozpętał całą burzę wokół ministra sprawiedliwości, widać więc gołym okiem. Przekonują mnie natomiast słowa ministra. To co mówił o swojej nieudolności przy zakupie domu, który okazał się być atrapą, przemawia raczej na jego korzyść niż przeciwko niemu.

>>> czytaj więcej o amerykańskim życiu Andrzeja Czumy