DZIENNIK inspiruje, DZIENNIK jest opiniotwórczy. To wiemy, ale żeby aż tak? Przypomnijmy - w wydaniu sobotnio-niedzielnym z 5-6 lutego b.r. w dodatku "Europa" redaktor naczelny DZIENNIKA Robert Krasowski opublikował esej o 20 rocznicy rozpoczęcia obrad "Okrągłego Stołu". W tekście "układ słabych, który na zawsze wyprowadził nas z komunizmu" przedstawił analizę sytuacji wyjściowych obu stron negocjacji.

Sześć dni później, w ostatni czwartek w "Rzeczpospolitej" ukazał się tekst Rafała Ziemkiewicza pod tytułem "Stek bzdur o okrągłym stole". Tekst ciekawy, wartki, żywy. Ale... w warstwie intelektualnej , w konstrukcji i w użytych argumentach wyraźnie, punkt po punkcie, zainspirowany tezami postawionymi przez Krasowskiego. Ba! W swej logice dochodzący do podobnych wniosków, choć okraszony kilkoma radykalnymi przymiotnikami. Żeby było jasne - nie gniewamy się, wręcz przeciwnie, nic nie cieszy jak pozytywna inspiracja kolegów publicystów.

Tylko jedno nie daje spokoju. Po co Ziemkiewicz tak dokładnie "jadąc" Krasowskim w ostatniej frazie cytując go nazywa "klakierem Wałęsy"? Może dla odwrócenia uwagi od tego jak silnie został zainspirowany? A może dla uzasadnienia tytułu swojego tekstu? Zresztą, zapraszamy do samodzielnego porównania tez stawianych przez obu publicystów.

p

Teza Krasowskiego: "uważamy, że "Solidarność" usiadła do stołu, aby zacząć wielką grę o władzę. Tymczasem było odwrotnie. Od wielu miesięcy PZPR namawiała opozycję do wzięcia części władzy. Gospodarka była w ruinie, a komuniści wiedzieli, że reformy gospodarcze będą tak bolesne, że spowodują wybuch społeczny. Oferta była jasna: dostajecie część władzy, ale bierzecie odpowiedzialność. W podtekście był czytelny przekaz: "musicie uspokoić społeczeństwo, roztoczyć parasol nad reformami."

Teza Ziemkiewicza: Komunistyczni generałowie zaproponowali opozycji negocjacje nie po to, żeby oddać władzę, ale po to, by się u władzy utrzymać. Chcieli, jak tłumaczył to Jaruzelski gensekowi NRD, wpuścić do przedsiębiorstwa nowych udziałowców, zachowując pakiet kontrolny. (...) Komuniści musieli się podzielić władzą dlatego, że tylko w ten sposób mogli obciążyć opozycję współodpowiedzialnością za katastrofę gospodarczą i reformy niezbędne, aby z niej wyjść.

Teza Krasowskiego: Opozycja wiedziała, że gospodarka jest zrujnowana, a mimo to władzę postrzegała jako bardzo silną. Nic dziwnego, formacja, która jednego dnia została osadzona w obozach internowania, musiała postrzegać przeciwnika jako giganta. Jednak władza nie czuła się silna, stan wojenny z jej punktu widzenia był porażką, utratą kontroli nad społeczeństwem, koniecznością cofnięcia się do 1945 roku.

Teza Ziemkiewicza: Przywódcy "społecznej" strony Okrągłego Stołu uporczywie podkreślają, jak słaba była wtedy opozycja i jak to ostrzegano ich, że negocjacje z komunistami skończą się tak jak w wypadku generała Leopolda Okulickiego. Nie chcą zrozumieć, że komuniści wykorzystali to poczucie słabości(...).

Teza Krasowskiego: W 1981 roku Jaruzelski zdusił rebelię własnymi siłami. Kilka lat później dowiedział się, że tak będzie już zawsze, że Moskwa nigdy nie pomoże. Nastał Gorbaczow, ogłosił pierestrojkę i wycofał się z doktryny Breżniewa, z obrony komunizmu w Europie Środkowej za pomocą najazdów Armii Czerwonej.

Teza Ziemkiewicza: Kompletną bzdurą jest przypisywanie generałom jako zasługi tego, że nie zdecydowali się raz jeszcze na spacyfikowanie Polski czołgami. Jaruzelski i Kiszczak wielokrotnie wcześniej dowiedli - gdy mieli taką możliwość - że strzelanie do rodaków w najmniejszym stopniu nie rani ich partyjnych sumień. Ale w drugiej połowie lat 80. obaj już wiedzieli (ta wiedza była częścią wspomnianej przewagi), że ZSRR nie przyjdzie im z pomocą.

Teza Krasowskiego: Zanim doszło do Okrągłego Stołu, generałowie przetestowali każdą możliwość. Interwencja - nie; drugi stan wojenny - też nie; chadecka partia pod skrzydłami Kościoła - biskupi odmówili; katolicki działacz Ozdowski w roli wicepremiera - ludzie uznali go za czerwonego; zaproszenie do rządu Rakowskiego opozycjonistów - nie zgodzili się... Okrągły Stół był ostatnim pomysłem.

Teza Ziemkiewicza: W istocie Okrągły Stół był nie pierwszą, ale już trzecią z podjętych przez generałów w drugiej połowie lat 80. prób poszerzenia politycznej bazy o niekomunistów. Pierwszą stanowiła zapomniana dziś Rada Konsultacyjna przy Jaruzelskim. (...) Następnie złożono Kościołowi ofertę współrządzenia za pośrednictwem utworzonej pod jego egidą chrześcijańskiej partii. Wtedy to towarzysz Stanisław Ciosek po raz pierwszy przedstawił biskupowi Alojzemu Orszulikowi projekt nowego podziału władzy - z Jaruzelskim jako mocnym prezydentem, częściowo wolnym Sejmem i Senatem całkowicie z wolnych wyborów.

Teza Krasowskiego: Jaruzelski wymyślił Okrągły Stół nie dlatego, że znudziła mu się wojna polsko-jaruzelska, i nie dlatego, że chciał zapisać w swoim życiorysie pierwszą udaną kartę. Pierwszy sekretarz PZPR wiedział, że pętla na jego szyi niebezpiecznie się zaciska.

Teza Ziemkiewicza: Teoretycznie Jaruzelski mógł zrobić to samo co Nicolae Ceausescu - wtedy podzieliłby jego los. Okazał się od conducatora mądrzejszy, dzięki czemu mimo licznych łajdactw dożył w spokoju sędziwego wieku.

Teza Krasowskiego: Lech Wałęsa wiedział, że opozycja, wielki nurt politycznie racjonalnego sprzeciwu, obumiera, że za chwilę przelicytują ją radykałowie z KPN czy z "Solidarności Walczącej". Musiał więc wejść do gry.

Teza Ziemkiewicza: Klakierzy Wałęsy potrafią to ubierać w ładne słowa, np.: "Wałęsa rozumiał, że nurt politycznie racjonalnego sprzeciwu obumiera, że zaraz przelicytują go radykałowie". Jak zwał, tak zwał. Faktem jest, że Wałęsa niewiele wcześniej, gdy ogłaszał zakończenie strajku w stoczni, po raz pierwszy w swym życiu został wygwizdany przez młodych robotników.