Pewną rolę musiał odegrać strach przed urażeniem polskiej opinii publicznej. Od czasu słynnej afery kartoflanej polscy politycy i media uchodzą w Niemczech za wyjątkowo wyczulonych na swoim punkcie. Jednak gazety, które podjęły temat, nie oparły się pokusie wetknięcia kilku szpil.

Pośród poważnych dzienników tylko monachijski "Sueddeutsche Zeitung” znalazł w swoim papierowym wydaniu miejsce na informacje o incydencie. Jednak tylko na bawarskich stronach lokalnych. – W komendzie policji Oberbayern-Nord należałoby właściwie w tych dniach uruchomić stałą linię telefoniczna do Polski, bo chyba wszyscy dziennikarze z naszego sąsiedniego kraju już tutaj dzwonili, dopytując się o los Jana Rokity – ironizuje "SZ”. Gazeta komentuje, że skargi Rokity, który oskarżył niemieckich policjantów o antypolskie resentymenty, "przynajmniej w części polskich mediów wywołały niespodziewane przebudzenie narodowej duszy”.

Na wzmiankę o perypetiach byłego posła zdecydował się jeszcze lokalny berliński tabloid "Berliner Kurier”. – I znów niezły teatr z naszym polskim sąsiadem – rozpoczyna się króciutki tekścik. Potem następuje jedynie suchy opis wypadków w samolocie utkany z wypowiedzi Rokity i policyjnego rzecznika.

Kilka innych tytułów opisało sprawę jedynie na swoich stronach internetowych. Najwięcej miejsca poświęcił aresztowaniu Rokity portal poczytnego tygodnika "Der Spiegel”. Skupił się on głównie na omówieniu reakcji polskich mediów na incydent. Zdaniem Spiegel.online przesadzonej i niepotrzebnie budzącej antyniemieckie resentymenty w polskim społeczeństwie.

Rafał Woś, dziennikarz działu Europa