Nowa ustawa medialna nie odpartyjni mediów publicznych, ale jedno zmieni na lepsze - zlikwiduje abonament. Nie będzie już tego aktu osobistego upokorzenia, jakim dla prawicowca było płacenie haraczu na normalizację Kwiatkowskiego, a dla lewicowca - płacenie haraczu na nieudolną krucjatę Wildsteina.

Kiedy po Kwiatkowskim z SLD, Wildsteinie z prawicy, Urbańskim z PiS i Farfale/Rudomino z politycznej krainy umarłych wraz z nową ustawą medialną na Woronicza trafią ludzie z PO i SLD, pewnie nic się nie zmieni. Na gorsze ani na lepsze. Lektorzy w Jedynce, Dwójce czy TVP Info nadal będą mówić dwa razy wolniej, programy będą dwa razy bardziej egipskie, feudalne i zrytualizowane niż w TVN czy Polsacie.

Lecz nowa ustawa medialna zmieni przynajmniej jedno. Nie będziemy już płacić abonamentu. Nasza partyjna telewizja będzie finansowana z naszych kieszeni pośrednio, poprzez budżet KRRiT kierowany na "produkcje misyjne" (od czasu gdy "Gwiazdy tańczą na lodzie" zostało uznane przez władze TVP SA za program misyjny, nie potrafię już używać pojęcia "misja telewizji publicznej" bez ironicznego cudzysłowu). Nie będzie już tego aktu bezpośredniego, osobistego upokorzenia, jakim dla człowieka o poglądach prawicowych było płacenie haraczu na normalizację Kwiatkowskiego, dla lewicowca płacenie haraczu na nieudolną krucjatę Wildsteina, a dla wielu innych płacenie haraczu zarówno na Kwiatkowskiego, jak i na Wildsteina, Urbańskiego czy panów Farfała i Rudomino.

Haracz będzie bardziej ukryty, jego filtrem będzie czarna skrzynka budżetu państwa. I ja się z tego cieszę, bo nie jestem UPR-owcem, nigdy nie byłem, i godzę się na minimalną negocjację, na czarną skrzynkę budżetu, w jaką wpadają moje pieniądze z podatków.

Unia Wolności, PSL czy SLD, gdy miały swoje partyjne udziały na Woronicza, w ogóle się z tego nie tłumaczyły. Kiedy PiS Woronicza zdobyło, zmuszone przez inne media i opozycję do większej szczerości, szczerze odpowiadało, że skoro w TVN czy Polsacie przewagę mają przeciwnicy PiS, to PiS ma prawo budować równowagę medialną na swoją korzyść za pomocą mediów publicznych. Stąd mianowanie partyjnych urzędników - zwykle niższego szczebla i gorszej jakości - do KRRiT, rad nadzorczych, a wreszcie zarządów.

Można antykomunistycznej prawicy długo tłumaczyć, że instytucje liberalnego państwa nie służą do równoważenia stosunków pomiędzy jedną partią i drugą, a nawet jedną a drugą ideą. A i tak nie zrozumie. I będzie uwłaszczać swoich działaczy na stanowiskach w spółkach skarbu państwa (bo są biedniejsi od działaczy SLD czy PO, więc zasługują na wielomilionowe odprawy), będzie obsadzać publiczne media z taką samą pasją, z jaką obsadzało je SLD. PiS otwarcie powiedziało dlaczego. Bo w prywatnych mediach i prywatnych biznesach jego ludzie są słabsi, tam nigdy uwłaszczyć się nie zdołali. To nawet prawda. I prawda, że wynikało to nie tylko z ich wrodzonej nieudolności, ale także z różnicy szans na niekorzyść antykomunistycznej prawicy, która to różnica była widoczna przez cały okres naszej "mieszanej" transformacji liberalno-nomenklaturowej. Ale próba zarócenia historii poprzez to, że Kownacki dostał parę kilka milionów z Orlenu, a partyjni urzędnicy PiS porządzili przez chwilę na Woronicza, czasu nie cofnęła, a szacunek dla państwa zniszczyła do końca.

Ponieważ mam dziwne wrażenie, że PO i SLD także biorą Woronicza nie po to, aby szacunek dla państwa odbudowywać, cieszę się, że przynajmniej abonament likwidują. Bo w ten sposób także moje upokorzenie będzie mniejsze. A moja radość z oglądania filmów wyłącznie na Canale+, HBO, AXN Sci-Fi (tam puszczają "Gwiezdne wrota") i Comedy Central (tam puszczają "South Park"), a publicystyki wyłącznie na TVN 24, będzie jeszcze bardziej niekrępowana. Ponieważ wszystkie bitwy o państwo, w jakich w ciągu ostatnich 30 lat uczestniczyłem, były bitwami przegranymi, a wszystkie moje nadzieje wobec polskiej klasy politycznej zostały zawiedzione, więc dzisiaj wolę chodzić po Warszawie w kolorowych skarpetkach bikiniarza.