Nową światłą myśl wypowiedziała dziś minister Julia Pitera: "Policja nie potrzebuje samochodów". Zrobiła to, aby usprawiedliwić odebranie policji z jej budżetu prawie miliarda złotych. Próbując uratować ten absurd, mówiła, że tylko patrole piesze mogą skutecznie kontrolować miasta. Nie ma wielkiego sensu - dodawała - żeby policjanci jeździli samochodami. Szczególnie gdy uliczki są kręte i wąskie.

Nie wiem, czy Julia Pitera zdaje sobie sprawę, że swoim projektem rewolucjonizuje nie tylko polską policję, ale też całego świata. We wszystkich państwach kładzie się nacisk na rozwój łączności w policji i jej szybkiego przemieszczania się. Patrol pieszy jest w stanie zajrzeć na kilkanaście ulic, wliczając w to bramy i ciemne zaułki. Ale zużywa na to całą noc. Funkcjonariusze w samochodzie są w stanie zrobić to samo w ciągu godziny czy dwóch.

Jak sobie pani Julia Pitera wyobraża np. taką sytuację: patrol pieszy widzi kierowcę jadącego z szaloną szybkością? Jest oczywiste, że zanim policjanci dodzwonią się gdziekolwiek, po piracie nie będzie śladu. A może polscy policjanci powinni zacząć trenować pościgi za samochodami na własnych nogach? Jeśli zechcą np. skontrolować jakiś podejrzany samochód, chciałbym zapytać panią minister, w jaki sposób mają dotrzeć do bazy komputerowej, aby sprawdzić, czy nie jest przypadkiem kradziony. Idąc tropem odkrywczej myśli minister Pitery, powinni nosić radiostacje na plecach.

Nonsensowny pomysł minister Pitery podsuwa mi pytanie chyba bardziej usprawiedliwione niż jej propozycja: czy naprawdę rząd potrzebuje minister Julii Pitery?