Trudno nie być wstrząśniętym słowami, jakie przytoczyła we wtorek "Rzeczpospolita". W świeżo wydanej książce prof. Zdzisław Marek z Krakowa znów kłamie w sprawie przyczyn śmierci Stanisława Pyjasa. Idzie jednak jeszcze dalej niż dotąd: sugeruje, że związek z zabójstwem mógł mieć Wildstein. Nie sposób pozostać obojętnym. Wobec równie obrzydliwych insynuacji czuję swego rodzaju bezradność.

>>> "Wildsteina oskarża parszywa postać"

Bo sprzeciwiam się kłamstwom, ale sprzeciwiam się także prawnemu sankcjonowaniu jedynie słusznej wersji historii. Żyjemy w wolnym kraju. Żadna władza nie ustala prawdy oficjalnej, nie ma kar administracyjnych za opowiadanie bredni. Są oczywiście granice. I te granice muszą być w nas. My je musimy ustanowić.

W przeciwnym razie usłyszymy wkrótce, że ksiądz Popiełuszko, spacerując brzegiem Wisły, potknął się i na własne życzenie wpadł do rzeki. Trzeba więc odwoływać się do ludzkiej przyzwoitości, do faktów i zdrowego rozsądku ludzi. Jestem przekonana, że to jedyna i - paradoksalnie - bardzo skuteczna broń. Kłamstwo jest wyposażone w ogromne instrumentarium łgarstwa, manipulacji i półprawd. Prawda jest nieodporna, krucha, wrażliwa na pomówienia. A przecież się broni. I dopóki się broni, dopóty działa demokracja.

Kilka lat temu prof. Marek, nie wiedząc, że jest nagrywany, wypalił dziennikarce "Dziennika Polskiego", że – cytuję – jest pewne, że Pyjasowi ktoś dał w mordę. W protokole ze śledztwa sporządzonym w roku 1977 przez reżimową przecież prokuraturę czytamy m.in.: "stwierdzono na twarzy i w obrębie kośćca twarzoczaszki obrażenia powstałe od urazu, względnie urazów zadanych narzędziem tępym lub tępokrawędzistym twardym".

W tym samym roku prokuratura, szukając autora anonimów wzywających do rozprawienia się z Pyjasem, sprawdzała pracowicie charakter pisma 40 tys. krakowskich studentów. Dziś wiemy, że anonimy pisali esbecy. Przyznali się. Wszyscy mogli to wyznanie zobaczyć w filmie "Trzech kumpli".

Dzisiaj prof. Marek twierdzi, że Staszek udusił się krwią z rozciętej wargi. Co można na to poradzić? Nie wiem. Jak widać, niektórym ludziom tak trudno pogodzić się z własnymi błędami z przeszłości, że zadają razy na oślep. W tej wściekłości wolą nie pamiętać, jak naprawdę ta przeszłość wyglądała. Tak reagują różni generałowie czy panowie z ZOMO ponoszący odpowiedzialność polityczną czy parakryminalną za zbrodnie PRL. Profesor Marek nie jest więc sam w tym swoim wściekłym zakłamywaniu przeszłości. Boję się jednak myśleć, jak długo ten gwałt na historii będzie jeszcze trwał.

Staszek Pyjas nie może odpocząć w spokoju. Jego historia się nie kończy, żałoba po nim trwa już ponad 30 lat. Niedawno rozmawiałam z jego matką, która nie przestaje cierpieć. Mówiła mi: "Wiesz, każda matka, która traci syna, może po jakimś czasie przyzwyczaić się do myśli, że jej dziecko nie żyje; a moja rana ciągle nie może się zasklepić. Nie mogę odpocząć".