Ale nie chodzi o drobną satysfakcję z przyłapania - który to już raz, że wspomnę dotacje dla partii politycznych - Schetyny na hipokryzji. Otóż pan wicepremier obnażył sposób myślenia o polityce właściwy nie tylko dla jego partii, ale bodaj dla wszystkich. Da się go sprowadzić do hasła: "Mamy większość, więc zamknąć dzioby". W słowach Schetyny, a jeszcze bardziej w działaniach jego partii, widać też charakterystyczną dla polskich polityków krótkowzroczność. Przykład? Oto dziś Platforma kleci razem z lewicą i ludowcami ustawę medialną. Oczywiście PiS jest z prac nad nią wyłączone a priori, jako szkodnik. Tylko że wcale nie wykluczone, że to PiS kiedyś wybory wygra i to ono będzie korzystało z luksusów platformerskiej ustawy! Z łatwością przegna więc z mediów platformersko-postkomunistyczne zagony fachowców i obsadzi je zagonami swoimi. Naprawdę tak trudno zrozumieć, że prawo powinno się tworzyć tak, byśmy my, dziś rządzący, jutro opozycja, nie bali się, że będzie z niego korzystał Giertych czy Lepper?

Czasem też ważniejszy od prawa jest obyczaj. Oto jedna z gazet zainicjowała dość plugawą nagonkę na szefa "Trójki" Krzysztofa Skowrońskiego. Zarzuty są tak marne i dęte, że wzburzyły bardzo wielu ludzi od lewa do prawa, czego dowodem inspirowany przez Marcina Mellera list otwarty w obronie "Skowrona". Szef "Trójki" dokonał cudu - stworzył radio prawdziwie publiczne, neutralne politycznie, ambitne, bez chamskich zagrywek typu "Gwiazdy na rolkach pluskają się w kisielu". Mało tego, ta ambitna, rzekomo skazana przez to na klęskę "Trójka" bije rekordy słuchalności i popularności.

I co? I pstro. Dla pałkarzy występujących w rolach dziennikarzy i suflujących egzotycznemu zarządowi radia (chłopak z ANS przy KC PZPR oraz wieloletni współpracownik Marka Jurka) w wywaleniu Skowrońskiego liczy się jedno. Szef "Trójki" przyjął stanowisko od Czabańskiego, a ten od PiS. Zgodnie ze zdefiniowaną przez Schetynę logiką polityki nie ma tu miejsca na wątpliwości -- nominatów wroga przegnać trzeba, współpracować z nimi nie będziemy.

Nikt nie przejmuje się losem "Trójki", oczekiwaniami jej słuchaczy. Nikt nie udaje nawet zainteresowania misją publicznego radia. Dość, że istnieją podejrzenia o prawicowy spisek w liście przebojów "Trójki". A że nie dostrzega go nawet naczelny "Playboya"? Cóż, on jest pewnie z konserwatywnej frakcji w redakcji.