Piotr Zaremba: Mamy kryzys, rząd się nieraz gubi. A jednak wyniki sondażowe prezydenta czy opozycji są nadal słabe.
Michał Kamiński: Zobaczymy, zmiany w sondażach nie następują od razu. Głównym źródłem sukcesu PO w 2007 roku była słaba lewica i wysoka frekwencja wywołana niechęcią do PiS. Dziś budować na tej niechęci coraz trudniej. W przyszłości będzie jeszcze trudniej. Z ostatniego sondażu wynikało, że 36 procent wyborców Platformy głosuje na nią tylko z niechęci do PiS. Gdy atmosfera wojny zanika, gdy awersja do PiS się zmniejsza, mamy same złe wiadomości dla szans PO.

Ale na razie tak duża grupa wyborców nienawidzących partię braci Kaczyńskich to także zła wiadomość dla was.
I dlatego celem PiS jest nie tyle zdobywanie punktów, choć i na to przyjdzie czas, ile obniżanie skali niechęci do nas. Pokazywanie, że nie ma do niej powodów.

A czy te powody były niegdyś racjonalne?
Nie będę rozliczał w wywiadach własnej partii, zwłaszcza że lista poszukiwaczy wad PiS jest długa. Nie chcę zresztą obrażać ludzi, którzy nie lubią mojej partii.

Zamiast tego przebieracie prezesa w nowy garnitur, dodajecie mu trzy kobiety dla poprawy wizerunku i hajże do walki o wyborców. Jakby nic się nie stało.
Partia nie zmienia się za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Ale partia ma prawo do zmiany. Nie widział pan w Anglii New Labour Party Blaira czy "nowych konserwatystów" Camerona? Ale jest coś jeszcze poza przemianą PiS. Kryzys godzi w klasycznych wyborców Platformy, w japiszonów. Część tych ludzi rozczarowanych PO może po prostu zostać przy okazji najbliższych wyborów w domu. Zwłaszcza gdy będzie dalej obserwować nieudolne rządy Tuska.

Pełna wersja rozmowy Piotra Zaremby z Michałem Kamińskim w sobotnim wydaniu DZIENNIKA