Czy Kazimierz Marcinkiewicz może stać za grą przeciwko polskiemu złotemu? Czy Donald Tusk, który wziął w tej sprawie w obronę byłego premiera, zrobił to z litości czy z wyrachowania?

Wydaje mi się, że raczej z czystej przyzwoitości. Owszem – bank Goldman Sachs podjął spekulacje przeciwko naszej walucie, ale nie sądzę, żeby stał za tym osobiście Kazimierz Marcinkiewicz. Chciaż dokładnie nie wiemy, czym zajmował się on w banku, to przypuszczam, że nie miał nic wspólnego z operacjami walutowymi. Takimi działaniami zajmują się analitycy.

>>> "Isabel" o pracy Marcinkiewicza i swojej

To, że Donald Tusk broni Marcinkiewicza, nasuwa myśl, że obecny premier chce zachować twarz Platformy. Ale wiadomo też, że Tusk nie broniłby wszystkich ludzi związanych ze swoją partią, więc opowiedzenie się za zaufaniem do ekspremiera wydaje się nieprzypadkowe. Wiadomo, że takich osób jak Marcinkiewicz od razu się nie skreśla - nawet po ostatnim skandalu związanym z jego romansem. Były premier jest jeszcze sporym atutem do wykorzystania w przyszłości.

>>> Marcin Król: Marcinkiewicz i Iza przekroczyli granicę wstydu

Być może nasz rząd przez Marcinkiewicza i jego kontakty będzie się starał porozumieć ze spekulującym bankiem. Marcinkiewicz bowiem powoli staje się człowiekiem wpływu i prawdopodobnie będzie wiedział, z kim można rozmawiać na ten temat. W zaistniałej sytuacji takiego człowieka bardzo dobrze jest mieć po swojej stronie. Bardzo rozsądne ze strony Tuska byłoby więc porozumienie się w tej sprawie z byłym premierem. Leży to w interesie naszego kraju.

Oczywiście pojawia się też element zwyczajnej życzliwości – wobec człowieka, którego ostatnio wszyscy oskarżają. Myślę, że teoria robiąca z Kazimierza Marcinkiewicza osobę knującą przeciwko naszej walucie idzie zbyt daleko. Niezależnie od tego, czy ekspremier byłby o współpracownikiem tego banku czy nie, Goldman Sachs i tak zacząłby spekulować. Poza tym zapewne pracuje tam więcej osób z Polski, których się nie oskarża, bo po prostu nie są tak znane. Słowa, że Marcinkiewicz mógłby brać udział w kierowaniu spekulantów na Polskę, są bez wątpienia poważnym oskarżeniem o zdradę.

>>> Gursztyn: Marcinkiewicz i "Isabel" tanio się sprzedają

Oczywiście można się domyślać, że nie bez przyczyny znalazł tam zatrudnienie, wszak jest to człowiek z kontaktami w polskim rządzie, które w jakimś wymiarze można by wykorzystać. Jednak w tym wypadku nie wydaje mi się to prawdopodobne, a tak dalekie uogólnienia na ogół się nie sprawdzają.