Weźmy ostatnią nowinę, która według rzeczniczki MSWiA - czytaj Grzegorza Schetyny - jest tajna. Chodzi o superutajnioną operację "Rzym" sprowadzającą się do stałej ochrony policyjnej roztoczonej od roku nad Julią Piterą i każdym jej krokiem.

Większość tych kroków odbywa służbowym samochodem. W bezwzględnej walce z nadmiernymi wydatkami minister Pitera pokonuje nim setki kilometrów, śledząc rozplenioną w całym kraju korupcję. Ta ostatnia, chytra strasznie, ciągle ukrywa się przed panią minister. Mimo ofiarności niezwykłej i pasma ogromnych wyrzeczeń jak na razie minister Piterze nie udało się korupcji dopaść. Ponieważ jednak może ona w każdej chwili wypełznąć z jakiejś dziury i ukazać swe obrzydliwe, zbrodnicze oblicze, panią minister chronią policjanci, aby nam się nie przestraszyła i nie zniechęciła do dalszych wysiłków w jej tropieniu. Szkoda tylko, że dotychczas bezowocnym.

Policjanci jeżdżą na szczęście własnym policyjnym samochodem. Przez chwilę było im tylko głupio, kiedy usłyszeli, jak ochraniana przez nich chlebodawczyni i dobrodziejka mówiła dziennikarzom, że ma dosyć policjantów rozbijających się samochodami. I że już najwyższa pora, aby zaczęli patrolować nasze ulice pieszo. "Czy to ma nas też dotyczyć?" - zagadnęli panią minister zaniepokojeni jej słowami ochraniający ją funkcjonariusze. Mieli nerwy napięte do ostatnich granic. Ale jak prawdziwi twardziele z elitarnych jednostek nie dali nic po sobie poznać. "Oczywiście, że nie" - uspokajała ich Julia Pitera. "Taka głupia to ja już nie jestem" - dorzuciła, żeby upewnić ich, z kim mają do czynienia. No i co, śmiać się czy płakać raczej? Ja po prostu nie wiem.

>>> Rząd nie potrzebuje Pitery

O odkryciach przez minister Piterę korupcji w szeregach PiS, czyli wydatkach kilkunastu złotych z pieniędzy służbowych, już nawet nie chce mi się wspominać. Podobnie jak o słynnym, tajnym raporcie Pitery o przestępstwach CBA. Te przestępstwa są tak tajne, że do dziś nikt nie wie, co zawiera raport. Przed minister Piterą ukrywają się też najwyraźniej przypadki korupcji wśród ludzi związanych z jej partią, czyli PO. Choćby byłej posłanki Beaty Sawickiej czy prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego. Nie słyszałem, żeby minister od korupcji coś o nich mówiła. A może one również objęte są klauzulą Pitery "tajne przez poufne".