Udało się! Kilkutygodniowa nagonka „Gazety Wyborczej” zakończyła się sukcesem. Dyrektor Trzeciego Programu Polskiego Radia Krzysztof Skowroński został odwołany. Nie czekano nawet na wyniki osławionego audytu, który miał być podstawą do bliżej niesprecyzowanych zarzutów. Ba, nie czekano nawet na powrót Skowrońskiego z zimowych wakacji.

Został odwołany pomimo listu kilkudziesięciu dziennikarzy, intelektualistów i artystów z bardzo różnych stron ideowych barykad (jego inicjatorem był naczelny "Playboya" Marcin Meller z pewnością nie kojarzony z prawicą). I pomimo tego, że Skowroński to jeden z nielicznych szefów mediów publicznych, nie tylko z pisowskiego nadania, ale w całej historii III RP, który mógł się wykazać dziennikarskim dorobkiem i realnymi osiągnięciami.

>>> Przeczytaj list otwarty w obronie Skowrońskiego

Czy powinien przyjmować ponad dwa lata temu tę funkcje w warunkach panującego od zawsze upolitycznienia (nie tylko pod rządami PiS, ale także pod rządami tej partii) mediów publicznych? Rzecz dyskusyjna, ale warto do jego działalności przyłożyć porzekadło: "po owocach ich poznacie".

>>> Jan Rokita: Media publiczne to gniazdo piratów

"Trójka" pod rządami Skowrońskiego nie tylko wróciła do dawnej świetności, dzięki programom kulturalnym i muzycznym powiększając równocześnie liczbę swoich słuchaczy. Opisując politykę, zachowywała jednocześnie ideową równowagę, z nieomal aptekarską dokładnością zderzając ze sobą polityków i komentatorów różnych opcji. Nawet „Gazeta Wyborcza” szukając dowodów na rzekome polityczne zaangażowanie Skowrońskiego znalazła ich śmiesznie mało - wymęczoną na siłę jedną czy drugą wypowiedź przy mikrofonie. W tym samym czasie komentatorzy tej gazety czuli się w stacji kierowanej przez Skowrońskiego jak u siebie w domu.

>>> Jadwiga Staniszkis: Ludzie znikąd usunęli wybitnego fachowca

Skowroński nie zwalniał ludzi, lecz przede wszystkim ściągał nowych. Budował system autentycznej równowagi. To jednak nie wystarczyło. Rzecz charakterystyczna - jedna z komentatorek „Gazety” zarzuciła mu, że poranne rozmowy z politykami prowadzi on i Michał Karnowski, a przecież obaj są zwolennikami lustracji. Tymczasem pomijając fakt, że wiele innych programów (także z politykami) prowadzili inni dziennikarze, próbuje się w ten sposób wprowadzić trwały standard. Jesteś oponentem lustracji i wściekłym wrogiem prawicy, masz prawo do dowolnych audycji w mediach publicznych (niech każdy sam poszuka przykładów z przeszłości i teraźniejszości). Wytropiliśmy u ciebie niewłaściwe poglądy - no, w takim przypadku choćbyśmy nie znaleźli jednego przypadku stronniczości, wzywamy do twojej personalnej eksterminacji. Nie będą tacy ludzie zajmowali miejsc przy mikrofonie czy kamerze przynależnych tylko nam i naszych sympatykom. Oni się samoograniczają, chcą jedynie debaty na równych prawach. My chcemy wszystkiego dla siebie!

>>> Chaos według „Wyborczej" – przeczytaj poprzedni komentarz Zaremby o radiowej "Trójce"

Ta eksterminacja się w końcu odbywa. Z woli tymczasowego zarządu złożonego z nominantów LPR i Samoobrony, przy czym ci ostatni orientują się najwyraźniej na postkomunistyczną lewicę. Wiele wskazuje na to, że świadomie czy nieświadomie tacy ludzie jak szef Rady Nadzorczej radia Adam Chromiak, leśnik i dawny działacz PZPR, podobno główny zwolennik usunięcia Skowrońskiego, robią miejsce dla ludzi Platformy Obywatelskiej i SLD, którzy opanują budynki na Woronicza i na Malczewskiego po nowelizacji ustawy medialnej.

>>> Kto szukał haka na Skowrońskiego – ujawnia Luiza Zalewska

Czy wtedy będzie lepiej? Pod rządami poprzedników Skowrońskiego, desygnowanych przez lewicę i Unię Wolności, w "Trójce" dzielono między partie nawet niższe stanowiska niż dyrektor (jak jedna redakcja należała do SLD, to druga - do UW). Za Skowrońskiego te funkcje pełnili dziennikarze bez politycznej rekomendacji. Przewiduję powrót do dawnych praktyk. Zobaczymy, czy media publiczne bez odwołanego dyrektora "Trójki" będą lepsze niż z nim? Przewiduję, że nie.