Sercowe przygody Kazimierza Marcinkiewicza kompromitują go jako człowieka. W o wiele większym stopniu kompromitują go interesy, jakie prowadził w Londynie. Czym innym jest bowiem niemoralne postępowanie wobec żony i dzieci, nielojalność wobec rodziny, a czym innym nielojalność wobec własnego państwa. To ostatnie kompromituje go już nie tylko jako człowieka, ale przede wszystkim jako polityka. To, że ktoś porzuca rodzinę dla młodej, atrakcyjnej partnerki, nie jest czymś wyjątkowym. Po jakimś czasie można o tym zapomnieć, a nawet wybaczyć. To przecież tylko objaw pewnej słabości, za którą nikogo nie można potępiać. Fakt wynoszenia przez Marcinkiewicza i jego Izabelę swoich uczuć na żer tabloidów jest sprawą tyle śmieszną, co smutną.

Ale sprzeniewierzenie się politycznej przyzwoitości jest już sprawą poważną, której nie można zbyć wzruszeniem ramion. Tym bardziej że nie mamy do czynienia z politykiem drugorzędnym, ale z człowiekiem, który ponad pół roku rządził państwem. Mamy prawo wymagać, aby nie tylko przez najbliższe miesiące po opuszczeniu urzędu premiera Kazimierz Marcinkiewicz swoją wiedzę wykorzystywał jedynie dla dobra własnego kraju, ale żeby to robił przez najbliższe lata. Nie twierdzę, bo byłoby to być może bezpodstawne oskarżenie, że świadomie szkodził Polsce. Trudno jednakże uwierzyć, że doradzając tak potężnej instytucji, jaką jest Goldman Sachs, jeden z największych banków inwestycyjnych na świecie, nie dzielił się swoją wiedzą nabytą w trakcie kierowania rządem. A to być może mogło być niekorzystne dla nas. Na tym właśnie polega jego nieprzyzwoitość jako polityka. A może nawet nieuczciwość.

>>> Zła wiadomość dla Marcinkiewicza – komentarz Piotra Gursztyna

W tej sytuacji dziwią mnie trochę gorące zapewnienia premiera Tuska o tym, że praca Marcinkiewicza w Londynie z całą pewnością w żaden sposób nie szkodziła Polsce. Zastrzegam się z góry, że w żadnej mierze nie chcę wywoływać skojarzeń Kazimierza Marcinkiewicza z agenturą esbecką. Jednakże zapewnienia, że wprawdzie udzielało się jakichś informacji, ale one za całą pewnością nikomu nie szkodziły, jest tłumaczeniem mało przekonującym. Nie dało się bowiem przewidzieć i ocenić, w jaki sposób przez SB były wykorzystane, zdawałoby się niewiele znaczące, wręcz banalne informacje.

>>> Dlaczego Tusk bronił Marcinkiewicza – komentarz Doroty Gawryluk

Nie chce mi się wierzyć, że Kazimierz Marcinkiewicz, człowiek bywały w świecie, bo przecież na Londynie nie kończy się jego świat - nie mówię o świecie uczuć - jest aż tak naiwny i zakłada, że Sachs spożytkowywał jego informacje wyłącznie w celach szlachetnych wobec wszystkich krajów, a szczególnie Polski. Że jeden premier jest prostoduszny, i to w dodatku były, to jeszcze można przeboleć. Ale że i aktualny, to już gorzej.