Goldman Sachs opublikował wczoraj wyjaśnienie dotyczące swojego zaangażowania w rynek złotego, w którym nic nie wyjaśnił. Mętny wywód, jakim po tygodniu kompletnego milczenia uraczył naszą opinię publiczną, nie świadczy o chęci jakiegokolwiek rozjaśnienia sytuacji, świadczy o zupełnie czymś innym: o arogancji. O kompletnym lekceważeniu faktu, że ten inwestycyjny gigant stał się w Polsce – nie wnikając, na ile słusznie – negatywną ikoną kryzysu, uosobieniem spekulanta.

Goldman Sachs tym się nie przejmuje, brnie dalej, dobry PR w takiej Polsce jest dla potężnego banku z równie potężnymi kłopotami na świecie sprawą drugorzędną. Jego rzeczniczka pytana wczoraj przez polskich dziennikarzy, jaka jest tak naprawdę ocena perspektyw polskiego rynku walutowego sporządzona przez bank, odesłała ich do działu badań, którego opracowania są tajne i dostępne tylko dla klientów. I tak zamknęło się błędne koło. Rzeczniczce w ogóle nie przeszkadzał to, że dowie się o tym cała Polska.

Co gorsza, to pseudooświadczenie w rozumieniu Goldmana Sachsa może być odpowiedzią na wezwanie ministra Aleksandra Grada do tego, by bank wyjaśnił swoje postępowanie. No cóż, jeżeli tak jest, to moim zdaniem ze strony rządu wobec Goldmana powinno się zrobić jeszcze bardziej gorąco. Szanujmy te firmy, które grają fair, a nie uważają problem za załatwiony w momencie przekazania kilku niezbyt czytelnych zdań.

Ja z oświadczenia Goldmana Sachsa zrozumiałem dwie rzeczy. Po pierwsze – bank nie przestaje się angażować w polski rynek walutowy. OK, czego byśmy o tym nie myśleli, ma do tego prawo. Po drugie – informacje o satysfakcjonujących zyskach i zaprzestaniu spekulacji na złotym zostały wyprodukowane przez dział, który opracowuje rekomendacje dla klientów. Nie są one w jakikolwiek sposób wiążące dla samego Goldmana, który w momencie gdy angażuje własne pieniądze, może robić coś kompletnie innego. Czyli klientom rekomendujemy jedno, sami spokojnie możemy robić drugie. Hm, chyba nie chciałbym być klientem tego banku...