Oczywiście jest w tej polskiej strategii sporo hipokryzji. Steinbach jest silna, kiedy współrządząca chadecja jej na to pozwoli. Urośnięcie Steinbach jest znakiem niepokojącej zmiany w całych Niemczech, w niemieckiej pamięci, polityce historycznej itp. Ale polityka nie jest poszukiwaniem absolutnej empirycznej prawdy, tym zajmują się z powodzeniem nauki ścisłe. Polityka jest poszukiwaniem skuteczności. Ogólne, antyniemieckie gadanie braci Kaczyńskich i całego PiS fajnie robi na elektorat, ale koszty dla państwa, dla polskiej polityki zagranicznej, były i są znaczne.

>>> Tusk: Steinbach rani polska wrażliwość

Punktowy atak na Erikę Steinbach, rozpoczęty przez Bartoszewskiego, podtrzymywany przez Sikorskiego i Tuska, ma szanse powodzenia. Zdzisław Krasbodębski szydził sobie ostatnio z Bartoszewskiego w „Rzeczpospolitej”, że ten sukcesu żadnego nie odniósł, bo powołanie Steinbach do rady Centrum przeciwko Wypędzeniom zostało tylko odroczone, a nie zablokowane na zawsze, że Polska Tuska ponosi w swojej walce z Niemcami klęskę za klęską.

Na razie powołanie Steinbach zostało odroczone do wyborów w Niemczech, co znaczy, że Merkel po spotkaniu z Bartoszewskim, po naciskach Warszawy, zgodziła się zaryzykować głosy wypędzonych. Z drugiej strony nie widzę żadnego sukcesu polityki PiS w stosunkach z Niemcami. Polityki, którą Krasnodębski współkształtował i wspierał.

W kategoriach odpowiedzialności za państwo Bartoszewski, Tusk i Sikorski mają rację, udając, że Steinbach to radykalne odstępstwo od głównej linii politycznej niemieckiego rządu. I właśnie jako szkodliwy wyjątek należy ją marginalizować. Przy takim postawieniu sprawy znajdą sojuszników w Niemczech. Już ich znaleźli, choćby wśród Zielonych czy socjaldemokracji. Także niemiecka chadecja okazała się wobec Steinbach podzielona, a w jej obronie miękka.

>>> Sylwetka Eriki Steinbach