Najważniejszy test przed 2010
Nie wiem, kto wygra wybory do Parlamentu Europejskiego - na dziś sondaże wskazują PO. Ale wiem, że ten, kto je przegra, wpadnie w poważne tarapaty. Bo siódmego czerwca wcale nie będzie szło przede wszystkim o europosłów w Brukseli, a o pozycję jak najbardziej krajową - pisze Michał Karnowski.
- SLD już tonie
- PO chce połowy polskich miejsc w Brukseli
- Prezydent ogłosił: do urn idziemy w czerwcu
- Największy wróg SLD powalczy o Brukselę
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-24

temp. min 5°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Będzie to najpoważniejszy przed wielkim wyborczym BUM w 2010 roku test dla partyjnych strategii i liderów. Najmniej ryzykuje tu Donald Tusk - tylko wyraźna porażka mogłaby zachwiać jego pozycją i zmusić PO do zmiany planów. Ale pozostali gracze toczyć będą walkę o polityczne życie.
Jarosław Kaczyński musi udowodnić - Polakom, ale także swojej partii - że potrafi jeszcze wygrywać, że nie świeci tylko blaskiem dawnej wielkości, ale nadal ma moc uwodzenia wyborców. Nawet jeśli innym językiem, nawet jeśli pod nieco zmienionymi hasłami. Co więc będzie jego celem? Chyba remis, a jeśli potwierdzą się domniemania o niskiej frekwencji - może i minimalne zwycięstwo. To pozwoliłoby złapać jego formacji głęboki oddech i odwrócić trend, w którym od 2007 roku raczej traci, niż zyskuje.
Jeszcze poważniej wygląda egzamin Grzegorza Napieralskiego. Lider Sojuszu Lewicy Demokratycznej w tych właśnie wyborach musi przeobrazić się z dobrze zapowiadającego się kogucika w koguta potrafiącego wynajdywać spore ziarna. Zbyt krucha jest jego wewnętrzna pozycja, by darowano mu kolejną porażkę, kolejny wynik trochę tylko ponad progiem wyborczym.
Głodny aparat eseldowski potrzebuje sukcesu i jeśli go nie dostanie - Napieralskiego pożegna. Wątpliwe, by następca był lepszy, ale sfrustrowani politycy rzadko działają racjonalnie. A tu na dodatek jedna zła wiadomość goni kolejną - z Platformy startuje Danuta Huebner, pod jej skrzydła ucieka kandydujący na szefa Rady Europy Włodzimierz Cimoszewicz. No i konkurencyjna lista lewicowa Dariusza Rosatiego. Obóz postkomunistyczny przeżywa kolejny akt agonii. Jeśli 7 czerwca nie uda się odwrócić tego trendu, to kiedy?
Jeszcze jedna sprawa będzie bardzo ważna - temat główny tej kampanii. Wcale nie jest przesądzone, że będzie to wejście do strefy euro, jak planują PiS i PO. Równie dobrze kryzys może dogonić nas szybciej, niż planujemy i już w maju, czerwcu wypchnąć wszystkie inne sprawy.
Można więc postawić tezę, że kampania i wynik eurowyborów ostatecznie zamkną rozdział rozliczeń - tych realnych i emocjonalnych - po okresie pisowskim. Ustawią natomiast zawodników na polach startowych, dodadzą im sił lub podetną skrzydła. A Parlament Europejski? Niemieckie polityczne powiedzenie "jak masz dziadka, wyślij go do europarlamentu" jest może przesadzone, ale na pewno ostateczny skład polskiej delegacji będzie mniej ważny niż prawdopodobne konsekwencje krajowe tych wyborów.



























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!