Dziennik.plOpinie

Czwartek, 24 maja 2012

Imieniny: Joanny, Marii, Zuzanny

Belgia walczy z papieżem o prezerwatywę

2009-03-27 | Ostatnia aktualizacja: 22:41 | Komentarze: 0 | skomentuj
Cezary Michalski

Cezary Michalski / Inne

Belgijski parlament głosami zielonych, socjaldemokratów i liberałów, przy sprzeciwie chadeków wezwał rząd Belgii do oficjalnego skarcenia papieża Benedykta XVI za brak entuzjazmu wobec prezerwatywy. Rząd belgijski uczyni to na szczeblu ambasadora lub ministra spraw zagranicznych.

Pogoda

POLSKA

Czwartek 2012-05-24

temp. min 5°C max. 24°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Rozpoczynając pielgrzymkę do Afryki, papież powiedział, że prezerwatywa nie jest najlepszym lekarstwem przeciwko AIDS. Lepsza jest wstrzemięźliwość i samokontrola. Przyznam szczerze, iż deklaracja Benedykta XVI wcale mnie nie zachwyca. Prezerwatywa w Afryce naprawdę często ratuje życie, a nie tylko zapobiega jego poczęciu. Podobnie nie zachwyca trwająca mniej więcej od upadku komunizmu całkowita rezygnacja Kościoła z tematów innych niż seks, jego kontrola i jego straszliwe dla ludzkości konsekwencje. Tym bardziej że wiąże się to z porzuceniem społecznego nauczania Kościoła, skierowanego właśnie do społeczeństwa jako pewnej wspólnoty. Kościół adresuje się dzisiaj do jednostek (bo to one są podmiotami aktów seksualnych), co najwyżej do rodzin - jako miejsc seksu uporządkowanego. A ten wybór dokonany przez Kościół sprawia, że w czasach i tak tryumfującego indywidualizmu, egoizmu i społecznego rozpadu, katolicyzm przestaje być znakiem sprzeciwu w jakimkolwiek sensie. Co najwyżej indywidualny lub rodzinny egoizm katolików ma się wyrażać w inny sposób niż egoizm niewierzących. Z daleka od seksu, ale z równą obojętnością na losy społeczeństwa, które dziczeje sobie za oknami domu zamieszkiwanego przez wielodzietną katolicką „rodzinę na swoim”, gdzie mama nie wychodzi do pracy, zajmując się rodzeniem i wychowaniem dzieci, a tata kręci lody w spółkach Skarbu Państwa, reklamie, mediach, bankach inwestycyjnych, globalnych korporacjach i temu podobnych, nie do końca świętych miejscach. Ale dopóki seks w takiej rodzinie jest katolicki, dopóki nie powstają żadne ponadnormatywne zygoty, a na stryszku leży dziadek po śmierci mózgowej, podłączony na wieczność do aparatury medycznej, wszystko jest w porządku. Nie ma żadnego pretekstu do krytycznego zainteresowania Kościoła, o ile oczywiście tacy przykładni katolicy nie wpadną na szatański pomysł zapytania o zawartość teczek biskupów.

Refleksja nad upadkiem społecznego nauczania Kościoła powinna się jednak toczyć w samym Kościele, wśród katolików. Co najwyżej wśród ludzi czy organizacji społecznych katolicyzmem jakoś zainteresowanych, nawet jeśli z zewnątrz. Świeckie, laickie państwo nie powinno wymuszać na Kościele takiego czy innego kształtu jego nauczania. Jeśli oczywiście liberalna zasada zachowania pewnego dystansu pomiędzy Kościołem i państwem jest nam naprawdę bliska. Nie tylko wtedy, gdy Kościół jest za silny, ale także wówczas, gdy Kościół jest słabszy, a o wiele silniejsze od niego jest laickie państwo. Podobną sytuację mamy z tzw. legalnymi związkami homoseksualnymi. W Polsce, gdzie Kościół jest zbyt silny, homoseksualiści nie mogą nawet oficjalnie zarejestrować swoich związków. A w Anglii, gdzie katolicyzm jest słaby, świeccy politycy i pracownicy społeczni wymuszają na katolickich organizacjach adopcyjnych przekazywanie dzieci parom gejowskim. Mimo że dla katolików jest to problem sumienia, a oprócz katolickich działają w Anglii także inne organizacje adopcyjne, więc geje ogarnięci pasją macierzyństwa i tak mogą ją zaspokoić, bez konieczności łamania sumień katolików.

Czy naprawdę tak trudno jest zrozumieć obu stronom tego sporu, że liberalizm wymaga wstrzemięźliwości, szczególnie w sytuacjach, kiedy jesteśmy naprawdę silniejsi od swojego przeciwnika czy konkurenta? W Polsce Kościół jest za silny, więc zasada rozdziału Kościoła od państwa łamana jest na niekorzyść świeckiego państwa. Ale w Belgii Kościół jest wystarczająco słaby, aby laickie państwo zostawiło go w spokoju. Nie toczyło z nich anachronicznej XIX-wiecznej wojny na wyniszczenie lub przynajmniej upokorzenie.

Ambicje świeckiego parlamentu i rządu Belgii, żeby wpływać na kształt misyjnej działalności Kościoła w Afryce, pociągają za sobą jeszcze jedno ryzyko. Ktoś może sobie przy tej okazji przypomnieć, co belgijskie świeckie państwo samo w Afryce czyniło. I to nie tak jeszcze dawno. W Kongu król Leopold II, a później świeckie, demokratyczne władze Belgii i belgijscy świeccy biznesmeni, urządzili sobie na przełomie XIX i XX wieku cichy kolonialny holokaust, którego ofiarą padło około 2 milionów ludzi. Czyszczenie własnej moralności poprzez zajmowanie się kształtem misyjnej działalności Kościoła wcale świeckiemu belgijskiemu państwu chwały nie przynosi.

Cezary Michalski
Źródło: dziennik.pl

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane galerie:

«