Oleksy: Awantura wokół szczytu ośmiesza Polskę
"Zachowanie polskich polityków wokół szczytu NATO jest całkowicie niepoważne i ośmiesza Polskę" - krytykuje były premier Józef Oleksy. Jego zdaniem fakt, że prezydent nie może skontaktować się z premierem, jest oznaką zagrożenia dla całego państwa.
- Sikorski sam nie chciał do NATO
- "Dwa zdania Sikorskiego to nie instrukcja"
- Prezydent poparł Duńczyka. Wbrew rządowi
- Do piaskownicy, panowie
- Tusk uważa Sikorskiego za zagrożenie
- Słaba Platforma rządzi słabym krajem
- Czy rząd chciał wrobić prezydenta?
- Niemcy o Turkach: Grali jak Kaczyńscy
- Nie wszystko da się zwalić na prezydenta
- "To Tusk wcześniej poparł Rasmussena"
- Chlebowski: Kaczyński nie wyglądał najlepiej
- "Wycofaliśmy się przed końcem meczu"
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-24

temp. min 5°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Mierzi bardzo ta never ending story, czyli nieustanne swary i spór o detale między stroną rządową a prezydentem. Instrukcja w sprawach poparcia kandydata z Polski nie jest słowem właściwym. Wiem, jak wyglądają instrukcje rządowe. Takie sprawy jak kwestia wyboru szefostwa NATO mogą podlegać uzgodnieniu i wspólnemu przekonaniu, które przecież było. Obie strony były za Sikorskim, mimo iż wszyscy wiedzieli, że on ma małe szanse. A dzisiaj wszyscy udają, że to nie była gra, że coś można było rzeczywiście ugrać.
Jeżeli Sikorski nie był zgłoszony przez rząd, to nie był kandydatem. I jeśli się sam nie zgłosił tak jak Rasmussen, to nie był rozpatrywany. A jeśli mieć pretensje do Lecha Kaczyńskiego to o to, że za szybko ogłosił poparcie dla Rasmussena. Powinien grać z Turcją do ostatniej chwili i coś ugrać. Choć stawiam też pytanie: czy prezydent miał w zanadrzu coś do ugrania? Bo Turcja coś uzyskała.
Niech raz na zawsze polscy politycy - nieznośni w swej swarliwości - powiedzą sobie, że jeśli się chce kogoś promować na ważne stanowisko międzynarodowe, to trzeba prowadzić żmudne rozmowy i lobbing w kuluarach wielkiej polityki. Dopiero potem gada się o tym publicznie.
Niepoważne są też publiczne rozważanie, czy Arabski dzwonił do Tuska, czy nie. Po co prezydent dzwonił? Przecież razem popierali Sikorskiego. Co chciał ustalić? Może chciał powiedzieć, że poparł Rasmussena. W takim razie fatalnie, że nie mógł się dodzwonić. To znaczy, że państwo jest zagrożone, skoro prezydent nie może skontaktować się z premierem. A co było, gdyby terroryści zaatakowali? To kompletnie niepoważne. Śmieszne i jednocześnie niebezpieczne.
Trzeba też skrytykować to, że opinia publiczna nadal nie wie, jaki był proces zgłaszania kandydata. Kto i jak lobbował, z kim były rozmowy? To wszystko ośmiesza polskiego kandydata, ośmiesza naszą niezdolność dyskretnego prowadzenia spraw w polityce międzynarodowej.

























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!