Prezydencie, tragedia to zły moment
Wyobraźmy sobie kogoś, kto powodowany najsłuszniejszą troską wszczyna kłótnię na pogrzebie. Nie zrobi dobrego wrażenia, choćby miał rację. Prezydent demonstruje niezadowolenie podczas narodowej żałoby, którą sam zarządził, kilka godzin po tragedii. To niepotrzebne - ocenia Piotr Zaremba.
- Boże, bliscy Magdy spłonęli, a ona się tuła
- "Nie miałem głowy myśleć, kto co wie"
- Schetyna: Straż zaalarmowano za późno
- Pogorzelcy z Kamienia dostaną dziś zasiłki
- "Rząd wziął na siebie odpowiedzialność"
- Milion od rządu na pomoc ofiarom pożaru
- Rząd broni strażaków, którzy gasili hotel
- Zaginęła nastolatka uratowana z pożaru
- Prezydent stracił nad sobą kontrolę
- Arcybiskup apeluje do polityków o spokój
- Hotel płonął jak pochodnia. Zginęły dzieci
- Bp Pieronek: Uszanujmy żałobę narodową
- Dobrze, że politycy pojechali do Kamienia
- Jedynym ratunkiem był skok z okna
- "Premier powinien mieć zdrowy rozum"
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-24

temp. min 5°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Ma rację pan prezydent narzekając, że rząd nie zawiadomił go na czas po tragicznym pożarze w Kamieniu? Z pewnością głowa państwa powinna wiedzieć o takich zdarzeniach szybko. A instrumenty informacji znajdują się zasadniczo w rękach rządu, bo to on dysponuje administracją, policją strażą pożarną i czym tam jeszcze. Ludzie prezydenta mogą tylko posadzić w kancelarii czy w BBN dyżurnego, żeby oglądał telewizję i czuwał nad depeszami PAP.
>>> Rokita: Kto tu „przegiął" z żałobą
To za mało i możliwe, że rozmowa prezydenta z premierem na ten temat jest potrzebna. Ten sam kłopot pojawiał się już zresztą przed z górą rokiem, gdy rozbił się wojskowy samolot z kwiatem polskich wojsk lotniczych na pokładzie. Był czas, aby po tamtej katastrofie o tym rozmawiać, dyskutować, alarmować opinię publiczną, że prezydenta odcina się od wiadomości. Tyle, że... Wyobraźmy sobie kogoś, kto powodowany najsłuszniejszą troską czy oburzeniem wszczyna kłótnię na pogrzebie. Nie zrobi na innych dobrego wrażenia, choćby miał rację. Prezydent demonstruje swoje niezadowolenie podczas narodowej żałoby, którą sam zarządził, dosłownie w kilka godzin po tragedii. To niepotrzebne. Może ktoś czegoś zaniedbał, ale też naprawdę nikt nie miał pretensji do głowy państwa o to, że dotarł na miejsce pożaru o cztery godziny później niż premier. Nikt tego. mam nadzieję, nie zamierzał politycznie wykorzystywać. Nawet Palikot. Po co więc te groźne pomruki?
>>> Dorota Gawryluk: Prezydent stracił nad sobą kontrolę
Może zagrały emocje, może prezydent naprawdę się przejął tym, co zobaczył, weźmy to pod uwagę jako okoliczność łagodzącą. Słuchając jednak tych pomruków mam coraz większe wątpliwości, czy Lech Kaczyński, człowiek ogromnych zasług i przymiotów ducha, zostanie wybrany na drugą kadencję. To klasyczny strzał we własną stopę. Jeszcze ważniejszy wydaje mi się fakt, że utrwala się wizerunek polityków, jako ludzi, którzy każdą sprawę potrafią wykorzystać do zaatakowania przeciwnika. Rzecznika Grasia z jego uwagami o konieczności oglądania telewizji to dotyczy także, ale prezydenta niestety w pierwszej kolejności. A co najważniejsze - choć bliscy ofiar, ludzie biedni i opuszczeni, z pewnością nie mają dziś głowy aby wsłuchiwać się w świat zewnętrzny, komuś mogło się zrobić naprawdę przykro.
Wystarczyło poczekać jeszcze dzień, dwa...
___________________
PRZECZYTAJ TAKŻE:
>>> Karnowski: Dobrze, że prezydent i premier pojechali
na miejsce tragedii
>>> Bp Pieronek: Uszanujmy żałobę narodową
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!