Senyszyn: W kampanii trzeba się jakoś zabawić
Inauguracja kampanii do Parlamentu Europejskiego to nie pogrzeb. Ma być wesoło i kolorowo, ma być orkiestra i występy młodych ludzi. Jak na weselu - broni w DZIENNIKU imprezy swojej partii posłanka SLD Joanna Senyszyn.
- SLD dzielnie walczy z generałem Franco
- Ranking prezydencki Michała Karnowskiego
- Fora internetowe toną w powodzi pyskówek
- Lewica: Chcemy Polski jak Hiszpania
- SLD do Polaków: Na kryzys - fiesta
- "Kaczyński i Napieralski są sfrustrowani"
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -13°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Inauguracja kampanii SLD do Parlamentu Europejskiego była huczna. Z całej Polski zjechały się autokary z działaczami. Było ponad tysiąc osób. Trzeba więc było tych ludzi w jakiś sposób zabawić. W końcu przyjemnie jest od czasu do czasu posłuchać dobrej muzyki, zobaczyć w akcji prawdziwą orkiestrę, pooglądać tańczących młodych ludzi. Kampania nie może przypominać pogrzebu. Inauguracja nie może składać się wyłącznie z przemówień. Trzeba robić przerywniki. Skoro się cieszymy, to ma być tak jak na weselu.
Taki styl to nic nowego. Poprzednia kampania z 2007 r. była robiona podobnie. W obu przypadkach to pomysł naszych działaczy. Inauguracja kampanii to święto partii. Ma być wesoło, obok ludzi starszych dzieci z balonikami. Nie ściągaliśmy pomysłu z innych krajów. To niech z nas ściągają.
Wśród naszych gości był szef Partii Europejskich Socjalistów, były premier Danii Poul Nyrup Rasmussen. To nie jest tak, że musieliśmy mieć swojego Rasmussena. Chcemy, aby w nowej kadencji w Parlamencie Europejskim frakcje socjalistyczna była największa. A wtedy będziemy mogli wysunąć własnego kandydata na przewodniczącego. I wprowadzimy nasz plan ratunkowy, czyli 10 milionów miejsc pracy w całej Unii w ciągu najbliższych dwóch lat. To realne obietnice. SLD nie obiecuje drugiej Hiszpanii, tylko pierwszą Polskę. Najpierw czekaliśmy na drugą Japonię, potem drugą Irlandię. I nic z tego nie wyszło.
Lewica nie stawia ciągle na te same konie. Są i starzy i młodzi. Konglomerat. Tym razem się udać. Odzyskamy lewicowy elektorat, który w 2007 r. głosował na Platformę. Oni teraz wiedzą, że popełnili błąd, i wrócą do nas. Zyskamy poparcie przynajmniej dwukrotnie wyższe, niż pokazują sondaże. Jestem pewna, że skończymy na poziomie kilkunastu procent.





































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!