Obnażony bałagan w wojskowych służbach
Sejmowa komisja ds. służb komunikująca, że w sprawie "Szyfranta Zielonki" nic się nie stało, wpisuje się w taktykę, by swąd kompromitacji wojskowego wywiadu nie wyszedł zbyt daleko - tłumaczy Jerzy Jachowicz. "Czyni to także Donald Tusk. Tymczasem afera ta obnaża bałagan w wywiadzie, i kładzie się cieniem na pracę szefa MON jak i premiera" - dodaje.
- Szyfrant zniknął, bo ma problemy osobiste?
- Wywiad nie wiedział, że zaginął szyfrant
- Rosja lub Chiny mogły porwać szyfranta?
- Zaginiony szyfrant to nie James Bond
- Petelicki: Jeśli go porwano, to nie zyje
- Znał najtajniejsze szyfry. Zniknął bez śladu
- Służby wojskowe? Nie mamy takich
- Policyjna specgrupa poszukuje szyfranta
- Armia ukrywa prawdę o zaginięciu szyfranta?
- Pięć pytań o zaginionego szyfranta
- Szyfrant to łakomy kąsek dla obcych służb
- Zaginiony szyfrant okaże się zdrajcą?
- Szyfrant zaginął, bo chciał zaginąć
- Afera w wywiadzie. Szef służby na dywaniku
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-24

temp. min 5°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Złowieszczy sygnał poszedł w świat od polskich służb specjalnych do obcych: - Nie panujemy nad naszymi oficerami. Każdy jest do wzięcia. Musicie tylko trzymać rękę na pulsie. Mieć każdego w swojej ewidencji i gromadzić o nich trochę informacji. A potem uderzyć w odpowiednim momencie.
Nie zwiodą nikogo, kto choć trochę czytał o tajnych służbach, zabiegi maskujące, jakie podjęło szefostwo wojskowego wywiadu, aby ukryć rzeczywiste zagrożenia jakie może pociągnąć za sobą tajemnicze zniknięcia polskiego szyfranta.
>>> Służby wojskowe? Nie mamy takich
Uspokajające sygnały, którymi wczoraj zasypywała dziennikarzy sejmowa komisja do spraw służb specjalnych, wpisuje się w taktykę służb. Bitwa idzie o to, aby swąd kompromitacji wojskowego wywiadu, trwał krótko i nie zanieczyszczał za daleko zdrowego powietrza. W te podszyte fałszywością zabiegi wpisuje się poniekąd i rząd. Bo nikt inny, lecz Donald Tusk upowszechnia wersję, że nic się nie stało, gdyż za zniknięciem chorążego Zielonki kryją się jego kłopoty na tle rodzinnym. A przecież wiadomo powszechnie, że to tylko jedna z możliwych wersji, a nie ta jedyna. Niepodważalna. Prawdziwa. Dlaczego więc premier, którego słowa powinny mieć odpowiednią rangę i wagę, niczym dziecko we mgle, za szefem wojskowego wywiadu powtarza być może bzdury. Czemu ryzykuje poważne nadkruszenie swego autorytetu premiera, gdyby okazało się, a wykluczyć tego nie można, że mamy do czynienia ze zdradą, a nie z zaszyciem się w nieznany kąt z powodu nieudanego związku małżeńskiego?
>>>Policyjna specgrupa poszukuje szyfranta
Bo afera "Szyfranta Zielonki" obnaża bałagan i niedowład zarządzania nie tylko wojskowego wywiadu, ale i szefa MON odpowiedzialnego w pierwszym rzędzie za wojskowe tajne służby. Ale także rządu, w tym premiera. Skąd taki zarzut? Bo w normalnie funkcjonującym państwie, nawet według niezbyt wyśrubowanych standardów, nie do pomyślenia jest, aby znikał na kilka tygodni funkcjonariusz tajnych służb i nie wiedział o tym premier. A, że nie wiedział, to pewne. Sypnął go z całą prostodusznością jego rzecznik, a jeszcze niedawno prawa ręka premiera do spraw służb specjalnych, Paweł Graś.
>>>Petelicki: Jeśli go porwano, to nie zyje
Szyfrant Zielonka, nie jest takim sobie zwykłym podoficerem, od polowego mundurowego i dajmy na to kalesonów na zimę. Jest kopalnią wiedzy ważnej dla bezpieczeństwa państwa. Dlatego nawet wówczas, kiedy idzie na dwutygodniowe zwolnienie lekarskie, winien pozostawać pod czułą, dyskretną opieką kontrwywiadowczą. Mamy prawo oczekiwać od służb, aby zdawały sobie sprawę, jak łakomym kąskiem dla obcych służb może być oficer?, przez którego ręce, w ciągu kilu lat jego służby jako szyfranta przeszło setki tajnych informacji, a przede najróżniejszych danych i wskazówek o agentach polskiego wywiadu wojskowego ulokowanych w obcych państwach, bądź zwerbowanych z pośród miejscowej ludności. Wiadomości te dla doświadczonego analityka wywiadu mogą wystarczyć do identyfikacji całej siatki agenturalnej.
Niezdarność w poszukiwaniu Zielonki jest zdumiewająca. Od tej pory słowa "wywiad" "kontrwywiad" straciły dla Polaków magiczną moc. Jak się okazało opinia o nadzwyczajnych umiejętnościach ludzi służb specjalnych radzenia sobie w najtrudniejszych warunkach, w najbardziej zaskakujących sytuacja była tylko nadmuchiwanym mitem. Jakim sposobem polskie wojskowe służby mogą w tajnych operacjach przechytrzyć obce wywiady, jeśli polegli na banalnym przypadku?
Gdzie leży prawdziwa przyczyna? W amatorszczyźnie, ignorancji i lenistwie. Wszystkie one są do przezwyciężenia. Bo w końcu największy ignorant jest się w stanie po jakimś czasie nauczyć zawodowych kroków, a nawet odruchów, wykonywanych w pół śnie. Kłopot w tym, że do funkcjonowania w tajnych służbach niezbędne jest choćby minimum wyobraźni. Przy czym rzeczą naturalną jest, że im wyższy szczebel wtajemniczenia, im ktoś wyższe zajmuje stanowisko, tym jego wyobraźnia winna być bogatsza, bardziej twórcza i przenikliwa. A właśnie wyobraźni zabrakło ludziom tajnych wojskowych służb. I co gorsza ta dyskwalifikującą przypadłością obdarzeni są dowódcy.

























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!