I po co Kaczyński tak gada?
Krótko zrecenzował prezes PiS listę wyborczą swojego konkurenta. To według niego: "wyblakłe gwiazdy polityczne i propagandziści z profesorskimi tytułami". Wiemy do kogo Jarosław Kaczyński pije. Nie wiemy natomiast po co to robi. I czy ma z tego jakiś pożytek - pisze Piotr Gursztyn.
- Wałęsa to nasz wspólny kłopot
- Szef PiS: Wyblakłe gwiazdy Platformy
- PiS zignorowało wyzwanie Platformy
- Kaczyński: Mój ojciec nie był komunistą
- Kaczyński: Mój brat będzie kandydował
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-24

temp. min 5°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Ostre słowa Jarosław Kaczyński wypowiedział w sobotę, ale ponieważ od tego czasu nie skrytykował ich żaden etatowy antykaczysta - nawet z tych, co nie jest im wszystko jedno - więc kto inny musi podnieść sztandar.
Słowa o "propagandzistach z profesorskimi tytułami" winny być zapisane w annałach obok tych o łże-elitach i ZOMO. A zapomniano o tym, może dlatego, że akurat teraz Wałęsa został mianowany polityczną kurtyzaną. Może to uratowało Kaczyńskiego przed anatemą. Trochę szkoda, bo powiedział coś naprawdę niemądrego i szkodliwego.
Oczywiście nie wymienił nikogo po nazwisku, bo wtedy mógłby przegrać proces. Szczególnie za słowa o propagandzistach. Ale ta jego chytrość powoduje, że obraża wszystkich platformerskich kandydatów z naukowymi tytułami. A to spore grono. Kwestionuje jednocześnie to jedno z niewielu pozytywnych zjawisk w polskiej polityce, czyli fakt, że ciągle dołączają do niej akademicy. Także do PiS. Przytłaczająca większość z nich poprawia, a nie psuje jakość polskiej polityki.
Jednocześnie każda z tych osób naraża się na wyzwiska i niesprawiedliwe zarzuty o sprzedanie się partiom politycznym. Ten zarzut jest o tyle niesprawiedliwy, że to partiom bardziej zależy na profesorach i doktorach niż odwrotnie. Kaczyński jednak stawia się w jednym rzędzie z tzw. anonimowymi internautami, którzy wyzywają Marka Migalskiego, Lenę Kolarską-Bobińską, Ryszarda Legutkę, Jerzego Buzka i każdą inną osobę, która "ośmieliła się" skorzystać ze swojego obywatelskiego prawa. Kaczyński swoim słowami o "propagandzistach" stawia się obok takiego arbitra taktu i publicystycznej elegancji jak Tomasz Lis, który wspomnianego Migalskiego nazwał PiS-ologiem, a historyków z IPN PiS-torykami (mimo, że ci w odróżnieniu od Migalskiego nie startują w żadnych wyborach).
Po co Kaczyński to mówił? Chyba tylko, by wyrzucić z siebie własne emocje. Bo - nawet odkładając na bok taką kategorię jak dobro wspólne - nie przysporzył tym pożytku dla
własnej partii. Przekonani i tak nie lubią kandydatów PO, nieprzekonani jeszcze bardziej utwierdzili się w swojej wierze, a wahających trudno przyciągnąć agresją.
___________________________________________
NAJNOWSZE KOMENTARZE PIOTRA GURSZTYNA:
>>> Mielonka z Migalskiego
>>> Sędziowie nawet na Ziobrę tak nie buczeli

























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!