Paszport dla hipopotama
Pewna misjonarka nie mogła wrócić do kraju (brak paszportu) ani zostać w Burundi (brak wizy). W końcu dokument się znalazł. Jeden z urzędników podłożył go pod nogę od biurka. Bo mu się gibała - pisze Robert Mazurek.
- Jak diament z prochu
- Nowe paszporty nie do podrobienia
- Tusk 2030, czyli 5 lat przed Murzynami
- Piłeś - nie leć. Chyba, że do Polski...
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -14°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Burundi to jedyne znane mi miejsce, gdzie człowiek może kąpać się razem z hipopotamami. Najpierw przyglądałem się nieufnie, jak tubylcy myli się w Tanganice jakieś kilka metrów od stadka dorodnych hipopotamów, ale potem do nich dołączyłem. To znaczy do tubylców, choć ze względu na wyporność trzeba by mnie raczej wziąć za hipopotama.
Do Burundi mam stosunek życzliwy. Wszystko wydaje mi się tu być utrzymane w ciepłym, pure nonsensowym klimacie, co nie znaczy, że jest tam bajkowo. Kraj ten jeszcze kilka lat temu trawiony był przez okrutną wojnę domową, a porozumienie pokojowe z ostatnią grupą partyzancką podpisano raptem rok temu. Skutki tego to tysiące sierot, dzieci ulicy, którymi opiekują się misjonarze i organizacje charytatywne. Ze szczerego pola zwanego, nie wiedzieć czemu, Międzynarodowym Portem Lotniczym w Bujumburze startują głównie samoloty ONZ z pomocą żywnościową. Turystów można policzyć na palcach obu rąk. To wszystko szczera prawda, skąd więc ten pure nonsens?
Ano stąd, że nawet ślad dawnego oblężenia stolicy przybrał dziś formę groteskową. Otóż miasto jest „zamykane” na noc. Zamykanie polega na tym, że wraz ze zmierzchem panowie w niebieskich drelichach (notabene dawni partyzanci przemianowani na Police Nationale) stają po obu stronach ulicy na rogatkach Bujumbury ze sznurkiem w ręku. I nie wpuszczają aż do rana.

































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!