Tusk 2030, czyli 5 lat przed Murzynami
Za nic w świecie nie mogłem pojąć, czym jest to „vision twenty twenty”, z którego tak pokpiwają znajomi w Rwandzie. Naprawdę nie wiedziałem. Otóż Vision 2020 to przygotowana przez prezydenta wizja rozwoju kraju przez najbliższych kilkanaście lat – pisze Robert Mazurek.
- Paszport dla hipopotama
- Złotówki tanio sprzedam
- Przygody małego mzungu
- Piłeś - nie leć. Chyba, że do Polski...
- Polska 2030 według Marcina Króla
- Platforma chce skolonizować przyszłość
- Kto powiększa penisy
- Tak się bawi UNICEF!
- Jak diament z prochu
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-24

temp. min 5°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Nie tylko Paul Kagame wygląda poza najbliższą kadencję. W Bujumburze plakaty na ulicach zachęcają do dyskusji nad Planem Burundi 2025. Autentycznie. Oczywiście żadnych debat nie ma, bo też nie dla ferworu intelektualnego owe dokumenty napisano. A więc po co? W Rwandzie – con amore, bo prezydent Kagame i tak wygra każde wybory, w których wystartuje. Zresztą już zapowiedział obywatelom: „Jak mnie nie wybierzecie, wrócę do lasu”. I to bynajmniej nie na grzyby. W Burundi jednak panuje fasadowa demokracja i o głosy wyborców trzeba zabiegać. W kraju, który ledwo skończył z wojną domową, perspektywy na następną pięciolatkę nie mogą podbić niczyjego serca. Cóż, stara bieda. Ale już dwadzieścia lat, a to przepraszam, tu można popuścić wodze fantazji.
Mam niejasne wrażenie, że podobna myśl towarzyszyła polskim autorom strategii Polska 2030 – popuścić wodze i wlać w serca Polaków nieco otuchy zapowiedzią płynącego Wisłą
miodu i mleka. Niech się cieszą, niech na naszych zagłosują.
Proszę mnie dobrze zrozumieć, nie uważam, że żadnych strategii pisać nie wolno. Wręcz przeciwnie. Tyle że plany te powinny mieć za sobą jakąś ideę, wizję Państwa, które
chcielibyśmy zbudować. Wizja „wszystkim będzie dobrze” jest po prostu nieuczciwa, bo nikt nie jest w stanie tego zagwarantować. Strategia pisana fair to dokument
ponadpartyjny, przygotowany przez ekspertów, a nie poprzebieranych za nich polityków. To dokument zapowiadający poważne, często bolesne, przekształcenie państwa.
Dwa przykłady: po II wojnie światowej najbiedniejszą częścią Niemiec była rolnicza Bawaria. Władze landu wyczuły, że nie wytrzymają europejskiej konkurencji w produkcji żywności,
więc Bawaria stała się niemieckim centrum nowoczesnych technologii i przemysłu samochodowego. To samo stało się z krajem tartaków, będącym dziś krajem Nokii, a na naszych oczach podobny
proces zachodzi w Bombaju, który staje się światowym rezerwuarem kadr dla bankowców i informatyków!
Polska nie może z dnia na dzień ogłosić się europejską Doliną Krzemową, nie może (przepisy europejskie o pomocy publicznej!) dofinansować firm technologicznych. Ale mogłaby
ogłosić, że co roku będzie przeznaczała 5 proc. budżetu na naukę. Jasne, to kosztuje – wspieralibyśmy naukę na przykład, zamiast podnosić emerytury i pensje dla
budżetówki.
Ale czy znajdzie się rząd gotowy choćby dyskutować o takiej strategii? O budowie nowej, konkurencyjnej Polski, ale, niestety, nie dla nas, lecz dla naszych dzieci? Wątpię. Raczej zamiast
realnej strategii napisze kolejny hurraoptymistyczny dokument o miodzie i mleku.
A nam pozostanie się cieszyć, że w dziedzinie planowania i tak jesteśmy pięć lat przed Murzynami.
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!