Migalski: Kwaśniewska nie ma szans
Kto wygra najbliższe wybory prezydenckie? Zdaniem europosła PiS Marka Migalskiego, na pewno nie Jolanta Kwaśniewska. "Za Tuskiem i Kaczyńskim stoją aparaty partyjne, struktury, pieniądze. Poza tym w polityce trzeba być twardym" - mówi DZIENNIKOWI Migalski, z wykształcenia politolog.
- Kwaśniewska bije Tuska i Kaczyńskiego
- Miłego rechotu, panie Jourdain
- Migalski porównuje rządy PO do końca PZPR
- W tej reklamie śmieją się z Kwaśniewskiej
- Kwaśniewska zbiera psie kupy
- Buzek. Całkiem udany bohater z przypadku
- PO odpuszcza okręgi jednomandatowe
- "Widzę prezesa PiS jako sułtana"
- Migalski: Nie jestem eunuchem. Mam dowody
- "PO muli jak jedzone codziennie wuzetki"
- Migalski: Oto chamstwo z Platformy
- Migalski szydzi z Tuska, bo Kaczyński górą
- "Nie wypada dystansować się od prezesa"
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 25°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Piotr Gursztyn: Mam pan już jakieś wrażenia z Brukseli i Strasburga?
Marek Migalski*: To moloch, i to stworzony celowo. Tak ogromny i przepastny, by nikomu nie chciało się szukać kanałów informacji i tego, co jest tam prawdziwą władzą. Ponadto nas,
eurodeputowanych, obdarowuje się całkowicie legalnie wielkimi profitami. Na przykład po roku sprawowania mandatu przysługuje już emerytura. Po pełnej kadencji emerytura będzie dwa razy
wyższa, po dwóch kadencjach jeszcze wyższa. Mam wrażenie, że komuś zależy, by eurodeputowani skupiali się na tym, by dobrze się urządzić, a odczepili się od tych, którzy podejmują
decyzje.
Prawdziwy PiS-owiec powinien dodać, że ten moloch nie tylko korumpuje najbardziej szlachetnych mężów stanów z Polski, ale też i czyha na dobro naszej ojczyzny.
To wpisywałoby się idealnie w obraz pełnego fobii i lęku przed światem PiS-owca. Ale ktoś, kto chce naprawdę zrozumieć ten mechanizm, przyzna, że w moim opisie jest dużo racji. Nie chodzi o
to, że dybią tam na nas masoni i Żydzi, lecz o to, że w Unii Europejskiej toczy się - najnormalniejsza w świecie - walka o władzę i narodowe interesy. Dziwię się tym, którzy tam są od
dawna i mówią wyłącznie o euroentuzjazmie, przedstawiają arkadyjsko-bukoliczną wizję stosunków, gdzie wszyscy nawzajem bezinteresownie obdarowują się prezentami. Jest odwrotnie. Parlament
Europejski to miejsce realizacji narodowych interesów. Rozumieją to Niemcy, Francuzi, bo po to ich wybierają wyborcy. Żal, że niektórzy reprezentanci Polski tego nie rozumieją.
Ta wizja nie jest potwierdzeniem obrazu zakompleksionego PiS-owca?
Gdyby powiedział to Jacek Saryusz-Wolski, zostałoby to przyjęte jako oczywistość. A świeżo upieczony europoseł PiS w ramach polemiki usłyszy, że nie zna świata i języków. W czasie
kampanii wyborczej cztery razy byłem obiektem prowokacji. Dziennikarze, podszywając się pod zagraniczne media lub instytucje, dzwonili do mnie, by sprawdzić moją znajomość angielskiego. Jakoś
szybko odpuszczali po moich odpowiedziach, ale zastanawiam się, ilu polityków PO było tak egzaminowanych. Sprawdzano tylko nas, choć wiadomo, że tacy liderzy PO jak marszałkowie Sejmu i Senatu
nie potrafią słowa powiedzieć w jakimkolwiek języku obcym. Mimo to Platforma jest przedstawiana jako ugrupowanie salonowców, ludzi światowych, zaś PiS to oczywiście muszą być buraki i
ćwoki.
To porozmawiajmy o męczeństwie ludzi PiS.
Nie skarżę się, ale dzisiaj PO spełnia rolę taką, jak kiedyś Unia Wolności. Wiele osób myśli, że wystarczy powiedzieć, że głosuje się na Platformę, by dołączyć do elity, świata
ludzi kulturalnych, dbających o higienę osobistą, światowych.
Ale co z pana męczeństwem? Pytam już na poważnie, ktoś zachował się chamsko wobec pana z powodów politycznych?
Pomijam internet, gdzie ujawnienie PiS-owskich sympatii wiąże się z totalnym bluzgiem, ale to dotyka wszystkie osoby publiczne. Po aferze z moją habilitacją kilka osób wycofało się z pisania
ze mną wspólnej książki. Warto porównać też, co stało się po tym, gdy zadeklarowałem start do PE. Inaczej komentowano start prof. Kolarskiej-Bobińskiej, Środy, Kika niż mój. Ich uznano
za obiecujący, a ja zostałem uznany np. przez trójkę komentatorów z Radia Tok FM - Lisa, Władykę i Wołka - za lizusa będącego od lat na "liście PiS-u". Przypomnę, że
nie zostałem członkiem PiS, a Kolarska-Bobińska już zdążyła zapisać się do PO, ale to umknęło ich uwadze.

























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!