Migalski: Kwaśniewska nie ma szans
- Kwaśniewska bije Tuska i Kaczyńskiego
- Miłego rechotu, panie Jourdain
- Migalski porównuje rządy PO do końca PZPR
- W tej reklamie śmieją się z Kwaśniewskiej
- Kwaśniewska zbiera psie kupy
- Buzek. Całkiem udany bohater z przypadku
- PO odpuszcza okręgi jednomandatowe
- "Widzę prezesa PiS jako sułtana"
- Migalski: Nie jestem eunuchem. Mam dowody
- "PO muli jak jedzone codziennie wuzetki"
- Migalski: Oto chamstwo z Platformy
- Migalski szydzi z Tuska, bo Kaczyński górą
- "Nie wypada dystansować się od prezesa"
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-24

temp. min 5°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Pytając o wynik wyborów parlamentarnych w 2011 r., dostanę tę samą odpowiedź?
Tak, ale z jednym zastrzeżeniem. Napisałem, że będzie się to wiązało z efektem synergii. Ten, kto wygra wybory prezydenckie w 2010 r., ma większe szanse na wygraną w wyborach parlamentarnych
w 2011 r. Zwłaszcza jeśli odbędą się na wiosnę. Jarosław Flis opisał to samo, porównując do trójskoku - gdy ktoś potknie się przy pierwszym skoku, to mu nie wyjdzie ten następny.
A co z kondycją PiS? Czy dotrwa? Jarosław Gowin uważa, że PiS rozpadnie się po przegranej Lecha Kaczyńskiego, bo kandydatura ma być ostatnim spoiwem tej partii.
Darzę Gowina szacunkiem, bo to polityk, który ma swoją wizję Polski, a jednocześnie nie obraża tych, którzy myślą inaczej. Ale odpowiem mu czymś odwrotnym. To przegrana Donalda Tuska w
wyborach prezydenckich doprowadzi do pęknięć w PO. Wtedy okaże się, że Tusk jest niewybieralny, że potrafi pociągnąć partię, ale sam ma jakiś defekt psychologiczny, który powoduje, że
wyborcy w przeddzień głosowania mówią sobie, że jednak nie oddadzą na niego głosu. Tak jak w 2005 r., gdy wyborcy uznali, że jest w Tusku coś niewiarygodnego, że intuicja podpowiada im, by
nie powierzać mu najważniejszych funkcji w państwie. Więc co się stanie z PO, gdy sobie to uświadomi?
Napisał pan na blogu o zmianie wiszącej w powietrzu, czyli zmianie koniunktury na gorszą dla PO. Jest pytanie, dlaczego PiS ma na tym korzystać. Dlaczego nie Paweł Piskorski i Andrzej
Olechowski?
Oni rzeczywiście dobrze wyczuli czas. Lepiej niż sympatyczne środowisko Polski XXI. Szanuję i lubię ludzi, którzy zebrali się wokół Rafała Dutkiewicza, ale okazało się, że ich lider jest
nie dość twardy. Grzegorz Schetyna groźnie zamruczał i okazało się, że Dutkiewicz postanowił nadal być prezydentem Wrocławia i przestał marzyć o wyruszeniu na Warszawę. Szkoda mi tego
środowiska, bo gdyby wystartowali trochę później, to oni by skorzystali. Olechowski lepiej wyczuł, skąd wieje wiatr. To zresztą cecha charakterystyczna tego polityka od czasów, gdy służył
w służbach specjalnych w Polsce Ludowej. No i pewien geniusz Piskorskiego, który odpalił swoją inicjatywę w momencie zbliżającej się zmiany. Rozumiem więc tę wątpliwość co do PiS.
Wiadomo, że SD i Polska XXI będą żywić się rozczarowanymi wyborcami PO. To jednak nie znaczy, że PiS nie będzie korzystało z upadku Platformy. Badania pokazują, że część naszych
wyborców z 2005 r. zasiliła PO w 2007 r. My więc musimy dać im warunki do powrotu.
Czy PiS jest do tego zdolne? Zrzucić z siebie moherowe odium i wygrać konkurencję z "fajną" Platformą?
Tak widzę swoją rolę. Liczę na to, że będę potrafił pokazać, że to partia normalnych ludzi, wykształconych, bez kompleksów. Zapisanie się do PiS dziś czy nawet zadeklarowanie poparcia
nie jest konformizmem. Odwrotnie, to wymaga charakteru. Zaś do PO niczego. Będę namawiał wyborców PO do odwagi. Także tych wyborców, którzy uważają, że pro-PiS-owski coming out jest
równoznaczny z powiedzeniem u cioci na imieninach, że jest się gejem.
A Jolanta Kwaśniewska skorzysta na tej zmianie wiszącej w powietrzu?
Kandydaci tacy jak ona nie mają szans. Za Tuskiem i Kaczyńskim stoją aparaty partyjne, struktury, wielkie pieniądze. Poza tym w polityce trzeba być twardym. W ostatniej kampanii prezydenckiej
Włodzimierz Cimoszewicz chciał uchodzić za twardziela, mówił o tym, że jeśli ktoś tknie jego rodzinę, to pożałuje. Zrezygnował jednak po dwóch klapsach, które zaserwował mu Miodowicz z
"partii miłości". Kwaśniewska sama nie chce startować. Wyborcy, wbrew temu, co sugerują niektóre media, wcale nie kierują się kryterium płci. Kobiety wcale nie głosują na inne panie. Gdyby tak było, to prezydentem Polski byłaby Henryka Bochniarz i Hanna Gronkiewicz-Waltz. Kwaśniewska nie ma szans. Poza tym cały czas trwa moda na prawicę. Zwycięzcą więc będzie
Lech Kaczyński albo Donald Tusk.
Struktury i pieniądze mogą się znaleźć.
Nie sądzę. Będzie tak samo, jak z wieloma innym sympatycznymi kandydaturami, np. z profesorem Religą i Jackiem Kuroniem. Na szczęście Polacy zrozumieli, że prezydentem kraju musi być polityk.
Kandydatura Kwaśniewskiej byłaby z początku bardzo popularna, ale potem z każdym tygodniem kampanii jej notowania by spadały.
PiS chyba kibicuje każdej inicjatywie, która podgryza Platformę od lewej strony?
Oczywiście. Sam żałowałem, że lewica nie zjednoczyła się w wyborach do PE, ponieważ duże nazwiska z Porozumienia dla Przyszłości przy wsparciu finansów i struktur SLD zrobiłyby nie 12
proc. głosów, ale nawet i 20 proc. Te głosy zabraliby Platformie. Jesteśmy zainteresowani kruszeniem się PO. Nawet jeśli odchodzący stamtąd elektorat przejdzie do innych inicjatyw, to dla nas
i tak dobrze. Hegemoniczna rola PO ma wpływ na ewentualne negocjacje w sprawie tworzenia koalicji. Im wyższe nasze zwycięstwo nad PO, tym łatwiej będzie nam stworzyć koalicję. PiS nie może
być zepchnięte do roli HZDS. To słowacka partia kierowana przez Vladimira Meciara, która dwa razy wygrała wybory, ale nikt nie chciał zawrzeć z nią koalicji. Musimy nie tylko wygrać wybory,
ale zwiększyć swą atrakcyjność jako koalicjant, by inne partie nie bały się zawierać jej z nami.
*Marek Migalski, politolog, poseł do Parlamentu Europejskiego
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!