Anna Wojciechowska: Coraz głośniej słychać, że we wrześniu ukaże nam się kolejne, nowe oblicze Prawa i Sprawiedliwości. Jak ono będzie wyglądać?
Adam Hofman: To takie ogórkowe gadanie.

Tak się ogórkowo zabawia sam Ryszard Czarnecki? W wywiadzie dla gazety "Polska" ogłosił, że teraz będziecie "spokojną siłą".
Ryszard Czarnecki ma takie barwne określenia.

Przekoloryzował? Nie będziecie ani spokojem, ani siłą?
Będziemy i spokojni, i silni. Widać już, że jesteśmy drugą siłą polityczną. A żeby zobaczyć, że jesteśmy spokojni, wystarczy na przykład pobyć na naszych posiedzeniach klubu. My naprawdę nie jesteśmy wcale tacy źli, jak nas rysują, nie mamy wilczych zębów, nie porywamy dzieci, nie pijemy krwi, nie robimy sobie chlebka z kości. My jesteśmy naprawdę normalni.

Czyli Czarnecki blefował? Nie będzie się zmieniać?
Zawsze trzeba nad sobą pracować, ale nie mówiłbym o jakiejś wielkiej strategii, zmianie. To już nadinterpretacja. Wbrew temu, co się o nas często mówi, my mamy też konkretny program dla umiarkowanych wyborców, dla tych, którzy myślą swoim interesem, także dla młodych ludzi. I chodzi o to, żeby ci ludzie zobaczyli, że mamy taką ofertę.

I prezes na wakacjach myśli właśnie o tym, jak tego dokonać?
Nie, teraz wypoczywa. Może trudno uwierzyć, ale nawet Jarosław Kaczyński wypoczywa. A my musimy cały czas próbować walczyć ze stereotypem typowego członka PiS. Sam podczas spotkań w dużych miastach na początku zawsze spotykam się z chłodnym przyjęciem, bo wszyscy wyobrażają sobie, oglądając nas przez media, że przyjdzie lekko nawiedzony facet, który będzie mówił tylko o historii i lustracji. A to nieprawda, my jesteśmy gotowi zaprezentować spójną wizję rozwoju Polski. Mamy kilka ofert dla młodych ludzi. I warto, by pokazywać ten prawdziwy obraz PiS.

czytaj dalej


A ten prawdziwy obraz to np. pana obraz? Podobno pan teraz celowo jest wystawiany na pierwszy front?
Nie, nie. Łatwo wyciągać takie wnioski, bo jestem teraz rzeczywiście bardziej aktywy, ale to dlatego, że zostałem w Warszawie i postanowiłem popracować. Polityka nie kończy się w wakacje, ktoś musi dyżurować. Zaraz wróci Mariusz Błaszczak. A dużo medialnych polityków PiS odeszło do PE.

Czuje pan teraz większą odpowiedzialność za wizerunek PiS?
Z roku na rok czuję większą, bo nieco bardziej dojrzalej postrzegam swoją rolę. Ale jak patrzę na ławy poselskie, na twarze Leny Dąbkowskiej-Cichockiej, Janka Dziedziczaka...

... Przemysława Gosiewskiego?
Nie, nie. Mówię o tych, którzy nie byli na pierwszym froncie, ale mają sporo do powiedzenia. Kiedy się na nich patrzy, to widać, że PiS wbrew pozorom jest partią młodego pokolenia. W PO poza Karpiniukiem i Nitarsem, który odszedł do europarlamentu, nie ma dobrej drugiej linii. A w PiS jest. To wielki potencjał.

I teraz podobno Jacek Kurski ze swoim cynicznym poczuciem humoru i uśmieszkami będzie się musiał schować?
Nieprawda! Jacek Kurski nie zniknie, bo jest zwierzęciem politycznym. A my nigdy w życiu takiego talentu nie będziemy ukrywać. Dobrych zasobów się nie ukrywa.

Wciąż nie rozumiem jednak, co się kryje pod tą nową siłą PiS, o jakiej mówił Czarnecki? Może będziecie silni, mając teraz za sobą dodatkową siłę SLD?
Nie, my się od nich różnimy prawie w każdej sprawie, więc trudno byłoby nam być silnymi z SLD. Oczywiście będziemy teraz intensywniej przekonywać Sojusz do niektórych rzeczy, bo nie mamy innego wyjścia wobec koalicji PO z PSL. Żeby blokować głupie, szkodliwe projekty koalicji zostało nam tylko przekonywać kolegów z SLD. Tak będzie np. może w przypadku prywatyzacji sektora energetycznego. Ale to nie znaczy, że będziemy silni z SLD.

czytaj dalej


W mediach publicznych już jesteście silni z SLD
Bo jest albo SLD, albo nic. I tak jak będziemy się sprzeciwiać złemu zarządowi w telewizji, tak będziemy protestować w parlamencie.

Czyli koalicja z SLD w mediach publicznych to prognostyk nieformalnej koalicji w parlamencie od września?
Nie ma żadnej koalicji w mediach publicznych.

Ale jak nie ma, jak jest? Przed chwilą sam pan o tym mówił.
Nie ma żadnej umowy koalicyjnej. Pani to nazywa koalicją, a ja sprzeciwem wobec tego co złe.

Wychodzi na to samo. Czy ta koalicja z SLD ma prowadzić, jak wyraził się niedawno Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla „Gazety Polskiej”, do scenariusza, w którym „Donald Tusk znajduje się z głową w nocniku”?
Trudno mi interpretować słowa prezesa w tej sprawie, choć wywiad jest rzeczywiście bardzo ciekawy. Fajnie się wczytać w niego pod względem politologicznym.

To spróbujmy. Jaki plan polityczny kryje się za tymi słowami?
Ja sądzę, że chodzi o to, że dziś za sytuację w Polsce odpowiedzialność ponosi PO i PSL, czyli Donald Tusk. I każdy jego pomysł, by pozbyć się tej odpowiedzialności, będzie przez nas zablokowany i tak należy to czytać.

Ale co to konkretnie znaczy, że Tusk będzie z głową w nocniku? Bez wsparcia SLD i PSL?Trzeba by zapytać prezesa. My dziś nie mamy za dużego pola działania, ale będziemy namawiać SLD, a czasem i PSL do naszych rozwiązań.

Przewidujecie, że PSL będzie bardziej krnąbrne wobec Platformy?
Obserwując przez media debatę między Donaldem Tuskiem a Waldemarem Pawlakiem, można się zastanawiać, czy PSL się cieszy taką sytuacją, jaką ma dziś, że nie jest konsultowany w żadnej sprawie. Na sali sejmowej PO nawet nie zachowuje już żadnych pozorów. Przy ważnych uzgodnieniach premier zwołuje tylko ministrów z Platformy. Nawet nie zaprasza premiera Pawlaka na rozmowy.

czytaj dalej


Więc wy będziecie teraz go zapraszać?
Tak, my jesteśmy gotowi do rozmów na temat projektów, które uważamy za złe. PSL chyba nie jest jeszcze gotowe, żeby rozmawiać o większych pakietach, ale np. w sprawach gospodarczych, jak zgłasza dobry, inny niż PO pomysł, jak w sprawie gwarancji bankowych, to PiS będzie go popierało.

Tak by przygotować w razie czego grunt pod rząd prezydencki. O takim wariancie wspomniał ostatnio prezes Kaczyński?
Ja nie czuję się uprawniony, by o tym mówić. Wiem tylko, że taki kandydat prezydencki na premiera powinien być antytezą Tuska, czyli powinien być pracowity, nie taki, który spędza czas na boisku, kompetentny w sprawach gospodarczych, spokojny, opanowany, bardzo dojrzały, bo niektóre działania Donalda Tuska wskazują, że on bardziej pasuje do obrazu faceta w krótkich spodenkach na boisku niż męża stanu. Ja wolałbym mieć takiego premiera, który byłby antytezą Tuska.

Zna pan kandydata na takiego szefa rządu?
Dziś jeszcze za wcześnie powiedzieć nazwisko. Musi być ponadpartyjny. To będzie zadanie pana prezydenta i jakby doszło do takiej sytuacji, to prezydent znajdzie takiego kandydata.