Jakieś fatum ciąży nad sprawą Krzysztofa Olewnika. Robert Pazik był jednym z najważniejszych ogniw szajki porywaczy, który mógł jeszcze coś nowego wnieść do sprawy. I to w kwestiach najbardziej interesujących, czyli odkrycia ewentualnych mocodawców kidnaperów albo przynajmniej ludzi, którzy współpracowali z bandytami i blokowali ich szybkie wykrycie. Teraz to ostatnie po Franieckim i Kościuku - którzy wcześniej popełnili samobójstwo - również już nigdy niczego nie powie w sprawie.

Osobnym skandalem jest praca służby więziennictwa, która nie potrafiła strzec na tyle ważnych świadków w sprawie Krzysztofa Olewnika, że mogli oni targnąć się na własne życie. Trudno w tej chwili oskarżać, że ktoś ich do tego zmusił lub nakłaniał, bądź wręcz im pomagał w dokonaniu samobójstwa. Ale nasuwa się wiele wątpliwości zważywszy, że już śmierć Franieckiego powinna wzbudzić czujność służby więziennej, a po śmierci Kościuka pozostali więźniowie - a szczególnie Pazik jako ten, który mógł jeszcze coś wnieść do sprawy - powinien być chroniony przez 24 godziny na dobę.

Nie ma żadnego wytłumaczenia ani usprawiedliwienia dla służby więziennej, że dopuściła do kolejnego samobójstwa. W normalnym państwie taka niefrasobliwość, czy wręcz niechlujstwo służby kończy się dymisją jej szefa. U nas prawdopodobnie wszyscy pozostaną na swoim miejscu i to jest właśnie brak radykalnych decyzji ze strony państwa, co też pozwala na dalszą beztroskę postawy służb więziennych. Jeżeli nie poleci i tym razem żadna głowa, będzie to oznaczało, że to państwo jest naprawdę chore.