Polacy, przyzwyczajeni do historiografii sławiącej wielkich reformatorów naszej gospodarki, jak Balcerowicz, Grabski, Drucki-Lubecki, nie bez trudności godzą się z tym, że okres wyjątkowego przyspieszenia rozwoju gospodarczego polskich ziem przypadł na czas osłabienia władzy centralnej, nie na czas takich czy innych śmiałych reform. Testament Bolesława Krzywoustego ułatwił rozbicie regionalne Polski – władca podzielił włości między swoich potomków.

Przez następnych 150 lat książęta piastowscy z ogromnym zapałem starali się zjednoczyć kraj, ale ich wysiłki nie doprowadzały do upragnionego wyniku. Rozbicie dzielnicowe w Polsce było faktem. Rozwój – również. Piastowskie ziemie zaczęli zasiedlać imigranci z Zachodu. Aby ich skusić, podpisywano z osadnikami umowy gwarantujące samorządność wsi i samorządność miast. Tak dumnie kroczyła cywilizacja. Piastowscy politycy skakali sobie do oczu, a w tym czasie ich włości znalazły się na terytorium Europy Zachodniej.

W pewien sposób mamy dzisiaj do czynienia z tym samym zjawiskiem. Szkoda, że tylko w pewien sposób. W średniowieczu przychodzili do nas ludzie dla zarobku, dzisiaj płyną ich pieniądze. Że nie płyną za darmo, przekonują nas Grecy. Przyzwyczajenie do łatwego pieniądza wykrzywia zachowania osób i instytucji. Celem nie jest prowadzenie zyskownych przedsięwzięć, celem staje się wydanie pieniędzy. Cudzych.

Najlepiej wydawać na projekt mądry, szlachetny i rzecz jasna prorozwojowy. Jest jednak w tym projekcie zawsze coś felernego – nikt nie chce go finansować z prywatnych środków. Z unijnych – bardzo proszę. Tylko w atmosferze wydatkowej radości Polska mogła uznać za doskonały pomysł ideę budowania 60 stadionów, aquaparków i goszczenia Euro. Co przyjdzie nam do głowy jutro, strach pomyśleć.

Samorządy w Polsce XIII w. były symbolem i dźwignią postępu. Dzisiaj – dużych wydatków. Raz na jakiś czas zdarzy się, że wodospad łatwego pieniądza nie rujnuje w dłuższym okresie gospodarki kraju. Może będziemy mieli szczęście.