Sąd konstytucyjny nie podzielił tych wątpliwości. Pełny skład, który oceniał sporny przepis kodeksu karnego, był wyjątkowo jednomyślny: znieważenie głowy państwa jest jednocześnie znieważeniem samej Rzeczypospolitej. Jurydyczne argumenty, które sędziowie rzucili na szalę konstytucyjnej Temidy, nie rozwiały niestety wszystkich znaków zapytania. Nie zablokowały przede wszystkim prokuraturze nadmiernej dowolności w interpretacji przesłanek odpowiedzialności karnej. Przecież to nie inny przepis, tylko ten, który wczoraj wymknął się spod konstytucyjnej gilotyny, był podstawą do wkroczenia o 6 nad ranem funkcjonariuszy w kominiarkach do mieszkania autora portalu AntyKomor. To właśnie z podobnie brzmiącego przepisu skazany został w tym tygodniu na Białorusi Andrzej Poczobut, w obronie wolności którego wysyłaliśmy na Wschód tyle dramatycznych apeli i petycji.

Ale niestety, to niejedyna zła wiadomość dla wolności słowa w tym tygodniu. We wtorek rząd przyjął projekt ustawy, która ze względu na „ochronę porządku publicznego” ogranicza dostęp do analiz prywatyzacyjnych, do instrukcji negocjacyjnych, a także do opinii w sprawach sądowych. Oczywiście można powiedzieć, że to czysty przypadek. Ale z pewnością tych przypadkowych zdarzeń lekceważyć nie można. Wolności słowa zbyt wiele wszyscy zawdzięczamy. Dlatego ile ją cenić trzeba, powinniśmy pamiętać, zanim zaczniemy ją tracić.