Oczekiwanie na dalsze wydarzenia dotyczące Grecji zbiegło się w czasie z publikacją stress testów dla 91 największych europejskich banków przez Europejski Urząd Nadzoru Bankowego (EBA). Testy miały sprawdzić odporność banków na skrajne scenariusze rynkowe. Tegoroczne badanie miało być znacznie bardziej rygorystyczne niż ubiegłoroczne, krytykowane za zbyt łagodne kryteria oceny. Tyle tylko, że w sytuacji gdy Grecja stoi na krawędzi wypłacalności, nadal można mieć poważne wątpliwości co do użyteczności tych wyników, ponieważ analizowane tam skrajne scenariusze nie uwzględniają w pełni możliwości bankructwa jednego z krajów strefy euro.

Jednak publikacja stress testów zwraca ponownie uwagę na kwestie związane z polityką nadzorczą i regulacyjną. Podczas prezydencji w Unii Europejskiej Polska powinna włączyć się do debaty nad rozwiązaniami w obszarze regulacji bankowych na poziomie unijnym, ponieważ kształt tych rozwiązań może mieć kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa i stabilności krajowego systemu finansowego. Podobnie jak w przypadku zgłoszonego ostatnio przez Polskę weta wobec unijnej polityki redukcji CO2, tak w kwestii regulacji bankowych powinniśmy konsekwentnie prezentować własne stanowisko, nawet jeśli nie jest zbieżne z dominującym w UE nurtem. Na zagadnienia z tym związane zwracano niedawno uwagę podczas Europejskiego Kongresu Finansowego w Sopocie.

Oprócz współtworzenia nowych regulacji w Unii warto też przenosić na własny grunt niektóre rozwiązania stosowane w innych krajach. Odnosi się to m.in. właśnie do regularnych stress testów dla poszczególnych banków przeprowadzanych na podstawie jednakowych zasad i wystandaryzowanych scenariuszy rynkowych i ekonomicznych. Dawałoby to regulatorom obraz kondycji całego sektora, a zarazem w miarę zobiektywizowaną ocenę poszczególnych instytucji (do tej pory banki zwykle same decydowały, co przyjąć za scenariusz negatywny). Jak pokazuje przykład stress testów europejskich, niezwykle ważny w takich badaniach jest właściwy dobór wspólnego, odpowiednio restrykcyjnego scenariusza szokowego, który ma być podstawą symulacji.

W opublikowanym ostatnio „Raporcie o stabilności systemu finansowego” NBP napisał, że „zdecydowana większość sektora banków komercyjnych ma wystarczające kapitały, aby bezpiecznie funkcjonować nawet w przypadku wystąpienia – mało prawdopodobnego obecnie – silnego spowolnienia wzrostu gospodarczego” (spadek PKB mniej więcej o 1 proc.). Wyniki testów warunków skrajnych przeprowadzonych przez Urząd Komisji Nadzoru Finansowego również potwierdziły wysoką odporność sektora bankowego w Polsce na niekorzystne zjawiska gospodarcze i finansowe.

Symulacja UKNF została jednak oparta na założeniach makroekonomiczno-finansowych przyjętych przez EBA w ramach europejskich testów warunków skrajnych w roku 2011. Te warunki szokowe dla Polski to wzrost gospodarczy rzędu 2,6 proc. w 2012 roku, co jest zbliżone do bazowego scenariusza z ostatniej projekcji NBP. Co prawda UKNF napisał w komunikacie, że dla Polski „scenariusz został zmodyfikowany tak, by odzwierciedlał bieżącą sytuację w polskiej gospodarce”, jednak trudno powiedzieć, czy skala modyfikacji była aż tak duża, aby otrzymać recesję porównywalną z założeniami szokowymi NBP.

Może warto, aby stosowane przy stress testach szokowe scenariusze makroekonomiczne dla całego sektora i dla pojedynczych instytucji były spójne. Jednocześnie regularne badanie warunków skrajnych na wspólnych zasadach powinno się też wiązać ze zobowiązaniem banków do przygotowania planów naprawczo-restrukturyzacyjnych na wypadek zaistnienia zdarzeń uniemożliwiających im funkcjonowanie w dotychczasowym kształcie. Wówczas nawet w razie bardziej negatywnego rozwoju wypadków niż założono w scenariuszach inwestorzy mieliby świadomość możliwości wprowadzenia szybkiego i efektywnego postępowania naprawczego, co mogłoby znacznie ograniczyć potencjalne ryzyko zachwiania stabilności systemu finansowego.