Zrozpaczona maturzystka z województwa małopolskiego, która z powodu słabego wyniku z języka polskiego nie dostanie się na wymarzoną psychologię, napisała list m.in. do premiera, w którym domaga się, aby maturzyści mogli podważać wyniki swoich egzaminów. Z kolei kilkudziesięciu uczniów, którym na egzaminie z chemii zarzucono ściąganie, zgłosiło sprawę do prokuratury.

To tylko nieliczne przykłady problemów, z jakimi borykają się tegoroczni abiturienci. 84 tys. uczniów matury nie zdało, z czego 24 tys. nie ma prawa do poprawki i musi czekać rok na drugą szansę. Nie tylko oni znaleźli się jednak w pułapce egzaminów dojrzałości.

Medialny lament nad losem 7 proc. maturzystów, którzy oblali egzaminy i nie będą mogli podjąć studiów, odwrócił uwagę od problemów ponad 250 tys. tych młodych ludzi, którzy maturę zdali. A dla nich kłopotem jest to, że nawet najlepsze przygotowanie się do egzaminów nie musi być przepustką na studia. Bo może, tak jak maturzystce z Małopolski, nie uda im się odpowiedzieć zgodnie z ustalonym kluczem. Albo trafią na wyjątkowo trudny w danym roku egzamin, np. z WOS-u, i ich miejsce na wydziale historii zajmie ktoś, kto nieźle zdał akurat w tym roku prostszy test z geografii. Poziom trudności egzaminów z danych przedmiotów w poszczególnych latach nie jest bowiem porównywalny. W ubiegłym roku średnia ocena egzaminu maturalnego z WOS-u wyniosła 43 proc. W tym roku już 54 proc. Za to średni wynik z chemii obniżył się w ciągu roku z 60 proc. do 48 proc.

Złe wyniki tegorocznych matur przyćmiły prawdziwy kryzys egzaminu dojrzałości. W obecnym kształcie nie spełnia on podstawowego zadania, czyli prawidłowej selekcji na studia. Premiuje szczęśliwców, którzy wybiorą prostszy egzamin lub wpasują się w klucz odpowiedzi, zamiast osoby konsekwentnie wybierające przedmioty, w których chcą się specjalizować. Matura od dawna nie jest też przepustką do lepszej pracy, której dziś nie gwarantują już także byle jakie studia.

Rolę taką nadal przypisują jej jednak szkoła, nauczyciele i rodzice. I dlatego młodzi ludzie tłumnie idą do liceum zamiast do szkół zawodowych. Mimo że nauka fachu zapewnia dziś lepszą przyszłość niż oblana albo słabo zdana matura.