W V wieku naszej ery upadło Cesarstwo Rzymskie. To zakończyło epokę starożytności i rozpoczęło epokę średniowiecza. Wśród powodów upadku wymienia się wiele czynników, a wśród nich rozrost i skorumpowanie klasy urzędniczej, nałożenie wysokich podatków, niszczących klasę średnią, inflację spowodowaną ciągłym psuciem pieniądza przez rządzących, którzy potrzebowali środków na coraz bardziej kosztowne wojny i rozrośnięte państwo. Wiele urzędów sprawowali ludzie merytorycznie do tego nieprzygotowani, których stać było na kupienie sobie stanowiska. Pozostałe ważne przyczyny upadku to demografia, czyli stopniowe wyludnianie się Imperium Rzymskiego, oraz ruchy niepodległościowe narodów, które były pod jarzmem Rzymu.

Minęło ponad szesnaście wieków i wszystko wskazuje na to, że historia się powtórzy. A podobieństw jest bardzo wiele.

Mamy niespotykany w historii świata rozrost klasy urzędniczej, potwornie wysokie podatki, które sięgają połowy dochodu narodowego, psucie pieniądza na masową skalę – drukowanie go przez banki centralne w celu podwyższenia inflacji. Mechanizmy demokracji słupkowo-telewizyjnej prowadzą do wyboru na najwyższe urzędy w wielu krajach europejskich ludzi niekompetentnych. Demografia w Europie jest fatalna, kontynent starzeje się w bardzo szybkim tempie. No i pojawiły się ruchy niepodległościowe narodów uciskanych przez rządzący establishment. Mam na myśli „ruch oburzonych”, który przeciwstawia się tyranii połączonych interesów finansjery i polityków, czyli koncentracji olbrzymiego bogactwa w rękach nielicznych. Na razie ten bunt jest ograniczony, ale trzeba liczyć się z tym, że będzie przybierał na sile z każdym miesiącem pogłębiającego się kryzysu w Europie.

Upadek Rzymu szesnaście wieków temu zakończył pewną epokę i dał początek następnej, zupełnie innej, mrocznej, pełnej wojen. Wiele wskazuje na to, że upadek Rzymu ponownie doprowadzi do zmiany pewnej epoki. Tym razem mam na myśli bankructwo Włoch, w wyniku którego inwestorzy, głównie unijne banki, poniosą olbrzymie straty, bo dług tego kraju wynosi około 2 bilionów euro. Rządy innych państw będą ratowały banki poprzez nacjonalizację, ale nie będą w stanie pokryć tak olbrzymich strat bez utraty wiarygodności. Francja straci rating AAA, być może Niemcy także, a panika na rynkach finansowych doprowadzi do głębokiej i długotrwałej recesji, przy której ta z 2009 roku będzie tylko niewielkim, krótkim, nieznaczącym epizodem. Gwałtowne zubożenie olbrzymich grup społecznych przyzwyczajonych do unijnego dobrobytu doprowadzi do wybuchów społecznych na olbrzymią skalę, ruch oburzonych przerodzi się w rewolucję, do władzy zostaną wybrane partie obwiniające za kłopoty bankierów i Unię Europejską, oraz takie, które będą głosiły populistyczne hasła. Europa się zmieni, na nowo podzieli, odżyją stare konflikty i antagonizmy. Po raz kolejny upadek Rzymu zakończy pewną epokę i da początek nowej, mrocznej, w której zaprzyjaźnione w poprzedniej epoce kraje będą toczyły wojny za pomocą pieniędzy, wiedzy przepisów prawa lub zaawansowanej broni.


Ten mroczny scenariusz jest możliwy, o ile nie zostaną podjęte właściwe środki zaradcze. Liderzy najważniejszych krajów strefy euro i szef Komisji Europejskiej zapowiadają ogłoszenie takich działań pod koniec października. Będzie wśród nich zapewne dokapitalizowanie banków na tyle solidne, żeby mogły one zaabsorbować straty związane z bankructwem Grecji. Ale jeżeli w ciągu roku nie powróci solidne tempo wzrostu gospodarczego we Włoszech, na co się nie zanosi i nie widać propozycji, które miałyby to zmienić, to prędzej raczej niż później rynki finansowe zakwestionują zdolność Włoch do spłaty długów. Rzym przed upadkiem może na jakiś czas jeszcze uchronić zagwarantowanie spłaty jego długów przez Niemcy, czyli wprowadzenie euroobligacji. Ale rynek obligacji włoskich jest tak duży, że Niemcy prawdopodobnie straciłyby wówczas rating AAA. Jakkolwiek by próbować, kołdra jest za krótka i w Unii zabraknie pieniędzy na ratowanie Włoch i banków unijnych.

Ponowny upadek Rzymu zakończy pewną epokę. Epokę rozrośniętego państwa opiekuńczego. Ale to nie stanie się od razu, niekompetentni i bezideowi politycy unijni, wyniesieni do władzy przez patologiczne mechanizmy demokracji słupkowo-medialnej, wspierani przez armię urzędników w Brukseli i uwikłani w niejasne relacje z elitami finansowymi, stoczą długą i wyczerpującą walkę, której celem będzie obrona Rzymu przez upadkiem. Ale jest to walka skazana na niepowodzenie.

A Hunowie XXI wieku już się jednoczą, pod sztandarem oburzonych.